poniedziałek, 23 maja 2016

Sanacja na pocztówkach, i nie tylko ...


Komunistyczna Partia Polski (KPP) została założona 16 grudnia 1918 na zjeździe połączeniowym SDKPiL i PPS-Lewicy, w latach 1918–1925 działała jako Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (KPRP). Organizacja powstała na terenie ziem polskich zaboru rosyjskiego i reprezentowała radykalny nurt polskiego ruchu socjalistycznego. W praktyce, po połączeniu obu partii w Komunistyczną Partię Robotniczą Polski, KPRP była od marca 1919 r. sekcją Kominternu na terenie II Rzeczypospolitej. W wyniku "poparcia" bolszewickiego najazdu na Polskę została w lipcu 1920 r. zdelegalizowana przez ówczesne władze państwowe.


Aktywnym członkiem tej partii był ... najmłodszy brat stryja Juliana Marian, którego wspólnie z wujem, bratem mojego dziadka ze strony matki, pochłonęła ideologia socjalizmu nasączonego komunizmem. O ile stryj Marian, arystokrata i ziemianin, zamierzał pracę na roli zmechanizować, i zatrudnić tam przyszłych chłoporobotników, to brat mojego drugiego dziadka był prawdziwym chłopem, z dziada pradziada. Ten dziwny konglomerat różnych osobowości rozwijający się na wszystkich szczeblach i płaszczyznach społecznych uznawany był za groźną siłę polityczną zmierzającą do przejęcia władzy przez komunistów.  





Przewrót, dokonany w dniach 11–14 maja 1926 r. przez wierne Piłsudskiemu wojska nie przyniósł oczekiwanych zmian polityczno gospodarczych. Także system polityczny nie uległ zmianie, chociaż natychmiast po zamachu zajęto się przede wszystkim rozbiciem opozycji i wzmacnianiem pozycji prezydenta i aparatu państwowego odkładając na później ważne reformy społeczne. Oczekiwana likwidacja sądów doraźnych i wyroków śmierci spełzła na niczym. I tak rozpoczęło się wielkie polowanie na komunistów, zakończone surowymi wyrokami. W jednym przypadku działacza komunistycznego skazano na śmierć za… kolportaż ulotek. Represje rozwijały się w szaleńczym tempie.


Już w kilka dni po zamachu stanu, ok. 20-21 maja 1926 r. aresztowany został stryj Marian. W kilkanaście godzin później do jego żony, ciotki Janiny, zamieszkałej pod Wilnem dotarła kuzynka z ostrzeżeniem o wydanym nakazie aresztowania i przeszukania domu. Nie było czasu na zorganizowanie ucieczki, ciotka Janina wyszła więc z domu do ogrodowej altany, aby z kuzynką pooglądać rodzinne zdjęcia. Stamtąd, ukradkiem, nie zwracając uwagi otoczenia, obie czmychnęły do lasu, i podstawionym powozem przyjechały do Łodzi.


Historyczny album był nieco większy od tego widocznego niżej na zdjęciu 1618 a1, nie przetrzymał jednak próby czasu. Zachowała się natomiast w całości ozdobna skrzyneczka na fotografie rodzinne w której ciotka Janina przemyciła ważne dokumenty i zdjęcia (być może też ten dokument sfotografowany na zdjęciu "foto-anzai"). Skoro już jesteśmy przy pamiątkowej skrzyneczce, droższej od brylantowej biżuterii, którą ciotka Janina poświęciła dla ratowania tradycji rodzinnych, to warto omówić zawartość ukazaną na zdjęciu.
Nr 1 to opakowanie po drogich wówczas płytach szklanych do fotografowania (służyły do przewożenia tajnych dokumentów, płyty były zabezpieczane przed światłem i nie zdarzało się, aby ktoś próbował je rozpakowywać). Nr 2 to album, tutaj szkolny, rodzinny został zdewastowany podczas rewizji w czasie II WŚ. Nr 3 to przedmiotowa skrzyneczka drewniana z misternie dorabianym kluczykiem. Nr 4 to bardzo ciekawa mini encyklopedia przedstawiająca sławnych ludzi, zdjęcia były przykrywane przezroczystym pergaminem z nadrukowanym CV danej osoby. To służyło także do nauki, ale dla rodziny było czymś więcej, bo widniało tam kilka bliskich osób. Nr 5 to dwa zdjęcia, które prezentuję poniżej.


Wracamy do aresztowanego stryja Mariana, który został zwolniony po kilku tygodniach i zobowiązany do wyjazdu z Polski. Represje trwały jednak nadal, i nadal też nie było widać efektów przewrotu majowego. To jednak nie przeszkodziło kolejnym rządom sanacyjnym w rozwijaniu propagandy o odnoszonych sukcesach. Na powyższym zdjęciu 1872 a1 widoczny jest rewers typowych wówczas pocztówek, które przedstawiały najważniejsze wydarzenia II Rzeczypospolitej.


A co przedstawiano na słynnych pocztówkach? Oczywiście nie mogło zabraknąć najważniejszego sukcesu Piłsudskiego jakim było odparcie najazdu bolszewickiego, to pocztówka 1622 b1.











Czczono także okrągłe rocznice, np. 10-lecie Budowniczego Polski Odrodzonej, zdjęcie 1622 a1.





















Wkrótce po śmierci Marszałka wypuszczono kilka serii pocztówek w stylu podobnym do tego ze zdjęcia 1278 a2,
ta akurat była opatrzona z tyłu autografami wiernych Piłsudskiemu żołnierzy, którzy byli przy nim w najtrudniejszych chwilach. Pocztówki nie mogły jednak zatrzeć wrażenia, że II Rzeczpospolita lepiej wyglądała na zdjęciach niż w rzeczywistości. Ale o tym w kolejnym poście.  
.

sobota, 9 kwietnia 2016

Sanacja - nieudany wytwór zamachu majowego

Sytuacja Polski po zamachu majowym przypominała obecną sytuację Polski po utracie władzy przez PO. Zwalczające się ugrupowania partyjne bezkrytycznie propagowały korzystne dla siebie wydarzenia i próbowały zatajać wszelkie mankamenty. Zauważalny wzrost produkcji przemysłowej i wymiany handlowej okupiony został znacznym wzrostem liczby organizacji monopolistycznych, przede wszystkim karteli i syndykatów, które opanowały szereg kluczowych gałęzi przemysłu. Stryj Julian nie przystąpił do nowo utworzonej BBWR propiłsudczykowskiej partii, złożył wniosek o przeniesienie do rezerwy, i wkrótce potem podjął pracę jako gł. konstruktor urządzeń wydobywczych.


Zdjęcie powyżej przedstawia ówczesnych nafciarzy polskich, ale stryj (trzeci z lewej wśród siedzących na zdjęciu powyższym 2178) nie miał nic wspólnego z naftą. Formalnie był ekspertem Banku Polskiego S.A. w zakresie inwestycji przemysłowych, nieformalnie jednak nadal pełnił funkcje zlecane przez działające już wówczas służby wywiadu II RP. Mimo sztucznie podtrzymywanej kredytami gospodarki polskiej nie osiągnęła ona takich rozmiarów jak w innych krajach kapitalistycznych. Wprawdzie spadło bezrobocie i wzrosły realne płace klasy robotniczej, ale kryzys, także polityczny, dawał się we znaki.


Już na wiosnę 1929 r. można było dostrzec pierwsze objawy zahamowania wzrostu produkcji, zwiastujące fazę wielkiej recesji. Kryzys dosięgnął także działalności prowadzonej przez stryja. Jak już wspominałem wcześniej w poście:
http://legionypolskie.blogspot.com/2013/08/wstep.html#comment-form
stryj Julian po przeniesieniu się z Lwowa do Łodzi w kolejnych latach rozwinął swoje inwestycje. Były to głównie uprzemysławiane gospodarstwa rolne, i ośrodki naprawy sprzętu rolnego (pierwowzór późniejszych POM). W taki sposób (zdjęcie niżej 496 c1)
 
stryj objeżdżał i wizytował swoje posiadłości.


Chyląca się ku upadkowi polska gospodarka zachowywała się tak jak pasażerowie "Titanica". Nasi sąsiedzi ze Wschodu i Zachodu zbroili się, a polskie elity władzy brylowały na salonach.

Polecam stronę z której pobrałem powyższe zdjęcie:
http://czasgentlemanow.pl/2014/07/alkohol-zyciu-miedzywojennych-elit/
Niestety na salonach zaczął także pojawiać się stryj.



Nieco inne zainteresowania przejawiała żona stryja. Ciotka Eugenia uwielbiała przejazdy dorożką. I chociaż stryj miał już wówczas dwa samochody to nawet wyjazd z Łodzi do Warszawy często odbywał się  dorożką. Jak już wspominałem stryj prowadził także małe konne przedsiębiorstwo transportowe. Oczywiście konie były pochodzenia wojskowego a stryj, wielki znawca koni, nauczył je wielu sztuczek. Konie potrafiły np. kłaniać się ciotce Eugenii. Niestety nie zachowały się żadne zdjęcia "zaczarowanej dorożki" stryja, ale podejrzewam, że mogła ona wyglądać np. tak:
pobrano ze strony: http://www.rzeszow.pl/miasto-rzeszow/historia/rzeszowskie-historie-i-historyjki/rzeszowscy-dorozkarze



Zachowało się natomiast zdjęcie (poniżej 2815)
jednego z koni, i stajnia wojskowa należąca do stryja, którą prezentowałem we wcześniejszych postach. W archiwach znalazłem także charakterystyczną dla ówczesnych czasów pocztówkę świąteczną.


Jak widać więc orkiestra grała, władza się bawiła, a polski "Titanic" szedł na dno.
.

niedziela, 28 lutego 2016

Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie ...


O ile podzielony rozbiorami i osłabiony działaniami wojennymi naród polski potrafił po zakończeniu I Wojny Światowej zjednoczyć się pod wodzą Józefa Piłsudskiego, to sytuacja przed zamachem majowym była już zupełnie inna. Odżyły dawne waśnie, spory graniczne i przede wszystkim ambicje dowódców wojskowych i polityków. Do przejęcia władzy szykowali się m.in. generałowie Sikorski, Haller i Dowbór-Muśnicki, każdy na własną rękę. Piłsudski wiedział o tym, dlatego wcześniej na wielu odprawach przedstawiał swoim zaufanym żołnierzom sytuację, oczekując wyraźnego opowiedzenia się w sprawie. Reakcje były różne i skrajne.


Najbliższy przyjaciel i współpracownik Piłsudskiego gen. Sosnkowski odmówił udziału w zbrojnym przejęciu władzy, i podjął, na szczęście nieudaną, próbę samobójczą. \• Kilku generałów, tak jak m.in. L. Żeligowski (zdjęcie obok), formalnie odmówiło wykonania rozkazów Piłsudskiego. Pomimo tego nieoficjalnie przeprowadzono narady i część oddziałów (np. gen. Żeligowskiego) została oddana pod komendę Naczelnika. Stryj Julian znalazł się wśród kilkunastu najbardziej zaufanych oficerów Piłsudskiego, którzy wprawdzie odmówili podjęcia zbrojnej akcji przeciw demokratycznie wybranemu rządowi, ale złożyli przysięgę na wierność Piłsudskiemu.




Nadal jednak nie było wiadomo jak zareagują wojska rządowe.
Od lewej: pułkownik Bolesław Wieniawa-Długoszowski, marszałek Józef Piłsudski, major Aleksander Prystor

Pobrano ze strony: http://niezlomni.com/?p=20905


Nie było więc innego wyjścia:
http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1118671,Przewrot-majowy-%E2%80%93-kontrowersyjny-kawalek-historii
"... W nocy z 11 na 12 maja w warszawskim garnizonie ogłoszono alarm. Część oddziałów udała się do Rembertowa i poddała się pod dowództwo Piłsudskiego. 12 maja wojska zajęły warszawskie mosty, a rząd ogłosił stan wyjątkowy..."


W tych okolicznościach II Rzeczpospolita ukazała swoje niezbyt piękne oblicze. Okazało się bowiem, że teoretycznie wolne i niepodległe państwo to nadal tylko zlepek różnych sił wojskowych i interesów różnych elit politycznych. Z militarnego punktu widzenia nadal najważniejszą siłą, pod względem moralnym, wydawały się być Legiony Polskie, które głosiły bezwzględne poparcie dla Piłsudskiego.




Poza wojskami rządowymi podporządkowanymi ministrowi gen. Sikorskiemu drugą siłą wojskową wydawały się Korpusy wschodnie, dowodzone początkowo przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego ( I korp.),  oraz II Brygada płk Józefa Hallera, późniejszego generała i twórcy słynnej "Błękitnej Armii". Generał Haller uznał wprawdzie wyższość generałów Rozwadowskiego i Dowbora-Muśnickiego, ale miał też swoje plany będące następstwem ogromnego poparcia Europy zachodniej.


Pobrano ze strony: https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Dowbor-Mu%C5%9Bnicki



Ilustracja
Trzecią, a według niektórych najważniejszą, bo rozbudowaną o specsłużby, siłą niedocenianą były t.zw. Wojska wielkopolskie, w znacznym stopniu obsadzone przez oficerów byłych polskich formacji organizowanych w Rosji. Świetną kadrę podoficerską stanowili Polacy z armii niemieckiej. Pierwszym dowódcą Armii (jak i całego powstania) był mjr Stanisław Taczak, lecz z przyczyn personalnych (zbyt niski stopień) i politycznych (dopuszczał do organizacji rad żołnierskich) Józef Piłsudski zaproponował komisariatowi NRL dwóch innych kandydatów na to stanowisko: gen. Eugeniusza de Henning-Michaelisa (zdjęcie z prawej) i gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Ostatecznie Rada wybrała Muśnickiego, jednak ten fakt wpłynął w pewnym stopniu na znaczne rozdźwięki w pododdziałach.

Pobrano ze strony: https://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_de_Henning-Michaelis



Najbardziej nieznaną siłą wojskową było Wojsko Litwy Środkowej generała Lucjana Żeligowskiego. Ogromne aspiracje przejęcia dowodzenia wykazywali praktycznie wszyscy generałowie. Jak wynika z przebiegu zamachu majowego dowódcy tej siły do końca prowadzili swoją własną grę. W tych warunkach Marszałek Piłsudski zdecydował się podjąć rozmowy z prezydentem Wojciechowskim, a gdy te nie przyniosły kompromisu stało się jasne, że rząd będzie dążył do konfrontacji zbrojnej. 12 maja o godz. 17:41 padły pierwsze strzały.
 PSL zlustruje Piłsudskiego za zamach majowy?
Pobrano ze strony: http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/86371,psl-zlustruje-marszalka-pilsudskiego.html






14 maja ok. ok. godz. 13 generałowie dowodzący wojskami rządowymi: Malczewski, Rozwadowski, Haller i Anders podjęli decyzję o ewakuacji rządu do Wilanowa.  




Pobrano ze strony: https://pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz_Tadeusz_Tarnawa-Malczewski








"... 31 maja 1926 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało Józefa Piłsudskiego prezydentem. Marszałek wyboru jednak nie przyjął, ale uznał go za prawne usankcjonowanie dokonanego zamachu. Następnego dnia Zgromadzenie Narodowe wybrało prezydentem, wskazanego przez Piłsudskiego, prof. Ignacego Mościckiego...". I tak zaczęły się rządy sanacyjne.
Piłsudski
Pobrano ze strony: http://dzieje.pl/content/wprowadzenie-5


O skutkach przeprowadzonego zamachu pisałem w poprzednim poście, tutaj jednak chciałem tylko zwrócić uwagę na to jak bardzo Polska była podzielona nawet pod tak znamienitym dowództwem Józefa Piłsudskiego. Podziały te udało się zniwelować dopiero w grudniu 1981 r. po wprowadzeniu stanu wojennego przez gen. W Jaruzelskiego. Niestety, jak widać na przykładzie III Rzeczypospolitej, Polska nadal jest rozdarta głównie uwarunkowaniami porozbiorowymi (różnice mentalne), i wynikającym stąd zdominowaniem politycznym.

------------
\•
http://chris1991.salon24.pl/104886,samobojstwo-generala

.
   

środa, 30 grudnia 2015

Zamach majowy - o jeden most za daleko



https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b3/Rzad_Witosa_1926.jpg

O przebiegu zamachu majowego z 1926 r., w wyniku którego obalony został rząd Wincentego Witosa (zdjęcie Wikipedii wyżej) zwanego też przewrotem majowym, napisano setki publikacji i artykułów w najpoważniejszych pismach na całym świecie. Na ten temat istnieje także kilkanaście bardzo prawdopodobnych chociaż różniących się wersji. Zapewne także podczas pisania "Historii Polski na nowo", co zapowiada prezes PiS J. Kaczyński, pojawią się kolejne sensacyjne wątki. Jednak prawda, nawet ta "Tischnerowska", nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo tej prawdy chyba nawet sam Piłsudski nie znał do końca.


W tym miejscu chciałbym przytoczyć zabawną anegdotę jaka przydarzyła się mojej rodzinie w związku z tą najbardziej kontrowersyjną akcją wojskową II RP. Otóż na kilka tygodni przed zamachem, w połowie kwietnia 1926 r., stryj Julian został skoszarowany pod Rembertowem, zdjęcie "1497 c1"

gdzie skoncentrowano m.in. oddziały ówczesnych specsłużb podległych gen. Żeligowskiemu. To jednoznacznie zapowiadało początek akcji jakiej od dawna spodziewano się i ze strony Marszałka Piłsudskiego, i ze strony niezadowolonych opozycjonistów. Być może z tego powodu Piłsudski przyspieszył działania, licząc także na pewną spolegliwość prezydenta Wojciechowskiego.


Gdy na moście Poniatowskiego doszło do historycznego spotkania Marszałka Polski J. Piłsudskiego i Prezydenta Polski S. Wojciechowskiego w prasie ukazały się pierwsze zdjęcia, a wśród nich to najbardziej znane:

http://dzieje.pl/sites/default/files/2rp_1.jpg

Zdjęcia obiegły świat i wywołały niezdrową sensację w rodzinie, bo oto po prawej stronie (połowa sylwetki) wśród asysty J. Piłsudskiego rozpoznano mojego stryja Juliana! Odbyła się burzliwa narada rodzinna pod przewodnictwem mojej prababki Anny Marii (na zdjęciu 689 a1 w środku)

http://anzai.blog.onet.pl/files/2013/12/689.jpg  (na zdjęciu z moimi rodzicami)
Ściągnięto z Warszawy żonę stryja Eugenię i rozpoczęła się krucjata związana z wyklęciem i wydziedziczeniem stryja Juliana.


Na szczęście zanim wiadomość dotarła do stryja, kolejne gazety opublikowały inne zdjęcia, ale już w szerszej panoramie (zdjęcie 1496 c1):

I wówczas okazało się, że to nie był stryj Julian, ale bardzo do niego podobny jego podwładny Michał Galiński, co dokładniej można było zobaczyć na zdjęciach z domowego archiwum (zdjęcie 1528 a1):
Prawda jednak okazała się jeszcze gorsza, bo wyszło na jaw, że Piłsudski nie będąc pewnym kto z wojskowych poprze go w najważniejszych sytuacjach, uległ namowom wyższych oficerów, aby nie wprowadzać regularnego wojska na teren sejmu, i przeprowadził swoistą selekcję. Wśród oficerów, którzy stwierdzili, że - tak jak Piłsudski - przysięgali na wierność Polsce i służąc Piłsudskiemu demokracji nie będą obalać, znalazł się także stryj Julian.  


Szczegółów związanych z zamachem nie będę powtarzał - bo opisywałem to już w kilku publikacjach, a i literatura naukowa jest chyba najbardziej bogata z tamtego okresu - warto jednak spojrzeć na te historyczne wydarzenia z perspektywy przyszłości. Wprawdzie z militarnego punktu widzenia Piłsudski usunął swoich przeciwników (gen. Rozwadowski internowany i otruty w Wilanowie, gen. Zagórski zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, gen. Sikorski został odsunięty od władzy, gen. Haller zdymisjonowany) jednak podzielona Polska i polskie wojsko nigdy nie zdołały odzyskać dawnej jedności.


Nie udało się także uzdrowić polskiej gospodarki, bo chociaż okres sanacyjny przyniósł Polsce lekki rozwój gospodarki i przemysłu (np. COP) to walki polityczne trwały nadal przenosząc się z sejmu do rządu i na ulice. Pomimo dwukrotnego przejęcia sterów rządu (a także resortu Spraw Wojskowych) Piłsudski nie potrafił uruchomić standardowych procesów rozwojowych. Totalną klęskę poniósł Marszałek w obszarze polityki społecznej zezwalając na utworzenie Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej, gdzie umieszczano osoby zagrażające bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu.


Jak pisałem wyżej w okresie sanacji zarejestrowano nieznaczny rozwój gospodarczy, głównie ośrodków przemysłowych, ale dla zrujnowanej rozbiorami, zaborami i I Wojną Światową Polski, każdy zbudowany zakład produkcyjny stanowił podwojenie wskaźników. Nie ma się co dziwić, że w takich warunkach nawet "kibelkowy" program gen. F. Sławoja Składkowskiego, o czym piszę tutaj:
http://anzai.blog.onet.pl/2011/03/14/prl-owska-elektronika-i-te-inne-gadzety/
przybrał miarę programu ogólnopolskiego.
.

sobota, 21 listopada 2015

Inflacją do przewrotu majowego z 1926 r.

Jak już wspominałem wcześniej, od pierwszego dnia po uzyskaniu niepodległości Polska na wszystkich granicach zapłonęła, a walki toczyły się przez wiele lat. Obok tych zamieszek przygranicznych o wiele ważniejszym wrogiem wydawała się być nadciągająca nie znana jeszcze inflacja. Nie dla wszystkich to było jednak oczywiste, co doskonale przedstawia poniższy rysunek:

http://img.hopaj.pl/images/e/7/e7ce6634b14b1e16e367f8cda86a0a0d.jpg
W Polsce powojennej obowiązywała nadal waluta zaborców. O ile marki i ruble były walutą twardą, zabezpieczoną parytetem złota, to korony austriackie miały tylko gwarancje rządowe. To były luki dla "reformy Grabskiego". Zanim jednak przejdziemy do Grabskiego, zobaczmy co wywołało tak ogromną inflację.


Polska, jako główny obszar działań wojennych zmagających się zaborców, w ogromnym stopniu zrujnowana i zniszczona, najbardziej odczuwała potrzebę odbudowy zasobów mieszkalnych. Realizowano to na różne sposoby, najbiedniejsi mieszkali na t.zw. "kupie", gdzie pokoje, łóżka, a nawet buty (!) były przechodnie. To były częste sytuacje, gdy do małej izdebki np. 3x4m, zasiedlonej przez kilkanaście osób, z nocnej zmiany wracał ojciec i zamieniał się z synem butami i łóżkiem. Mój dziadek Bronek na szczęście już miał buty po poległym na wojnie ojcu, łóżkiem zamieniał się jednak z kuzynem.


Drugi przyszły dziadek, ze strony ojca, do swojego zakładu mógł już jeździć własnym powozem, ale jako "noszący serce po lewej stronie" socjalista, wolał jeździć tramwajem. Szalał za to stryj Julian, legionista i funkcjonariusz rządowy, nie posiadający wprawdzie w Łodzi żadnych większych nieruchomości, lecz dojeżdżający do swoich podłódzkich posiadłości jednym z dwóch samochodów, lub - za tym przepadała jego żona - gustowną dwukonną "zaczarowaną (o tym w następnym poście) dorożką". Cała powyższa trójka marzyła o budowaniu domów, chociaż niekoniecznie takich "szklanych" jak u Żeromskiego.


Co trzeba było mieć, aby w powojennej Polsce marzenie budowania domów dla siebie, i dla innych, zrealizować? Najszybszym sposobem był spadek, orzekany np. w takiej formie jak na zdjęciu "1485 b1"
Nie każdy jednak mógł liczyć na tak pokaźne dobra, i nie każdy mógł je od razu zamienić na potrzebną gotówkę. Tym z pomocą przychodziła rozbudowana sieć banków. Z dokumentami jak wyżej - o ile wcześniej nie posiadało się konta bankowego - można było już starać się o kredyt.


Jednym z kolejnych dokumentów był projekt budynku zatwierdzony przez stosownego urzędnika miejskiego, który mógł wyglądać np. tak:
1492 a1 To jedna z kilku kamienic jakie mój dziadek wybudował w latach międzywojennych.


Albo tak:
1483 a1. To kolejna z kamienic dziadka. Ta od poprzedniej różniła się lokalizacją. Wybudowana w śródmiejskiej zabudowie musiała spełniać szereg wymagań (np. prawa budowlanego, bhp. i p.poż), których z reguły nie stawiano budynkom lokalizowanym na obrzeżach miast. Oczywiście stosowne certyfikaty i poświadczenia zamieszczano na stronie odwrotnej.










Zupełnie inaczej, znacznie ubożej, wyglądały jednak projekty na budynki pozamiejscowe, lokowane na terenach niezabudowanych. Tutaj role jakby się odwracały, państwo nie było już zainteresowane utrzymaniem kontroli nad "dzikim" budownictwem, bo to rozwijało się w okolicach dużych miast. Natomiast inwestorzy na terenach niezabudowanych, we własnym interesie składali projekt budynku do gminy. Taki projekt był już bardzo uproszczony i wyglądał np. tak, jak na zdjęciu "1493 a1" obok.







No więc budowało się w II Rzeczypospolitej z wielkim rozmachem poczynając od słynnych "Sławojek", poprzez Centralny Okręg Przemysłowy, aż do rozbudowy Portu w Gdyni. I tutaj mój dziadek, tak jak i wielu innych biznesmenów, wyczuł koniunkturę inwestując w zakup działek położonych na rogatkach miasta. Nie przewidziano tylko jednego. Wprawdzie sieć tramwajowa dotarła do tych zabudowań, gdzie wynajmowano mieszkania robotnikom, ale ceny biletów tramwajowych były na tyle wysokie, że robotnicy woleli te 5-15 km przemierzać pieszo.


Nie wiem jak to wyglądało w innych miastach, ale pod Łodzią - według opowiadań dziadka Bronka - w całym okresie 20-lecia międzywojennego we wczesnych godzinach rannych. t.j. pomiędzy 2-4 rano widać było całe gromady ludzi (z butami na plecach dla oszczędności) zmierzających do pracy. Pod wieczór ci sami ludzie zdążali do domów w drugą stronę. Do tych ludzi początkowo dołączał także mój przyszły dziadek Bronek. Pracy jednak było coraz mniej, a inflacja rozwijała się w szalonym tempie. Skoro o inflacji, to wracamy do charakterystycznych dokumentów z tamtych czasów.






Mamy już spadek i mamy projekt, możemy więc udać się na podbój banku. Tutaj po sprawdzeniu podstawowych dokumentów np. "Świadectwa urodzenia i chrztu" zdjęcie obok "1485 a1"















albo "Akt zejścia" zdjęcie "1486 a1" obok możemy zawrzeć umowę z bankiem. Niestety nie znalazłem umów, domyślam się więc, że nie były one potrzebne, bo wiadomo bank udzielał krydytu, a kredytobiorca spłacał kolejne raty wyrzucając poprzednie dokumenty.












W tym momencie warto jednak zatrzymać się chwilę i zastanowić nad rolą Kościoła w Państwie, lub tak jak obecnie Państwa w Kościele. Otóż, co wyraźnie widać na dokumencie 1483 a1 (pieczątka!), ksiądz był jednocześnie urzędnikiem państwowym, lecz Kościół nie miał prawa uczestniczyć w najważniejszych decyzjach podejmowanych przez państwo. Proszę teraz porównać jakikolwiek dokument kościelny (obojętne czy z PRL, czy z obecnej RP nr 3) aktualnie funkcjonujący i zastanowić się, gdzie i jak daleko zaszliśmy jako naród żyjący w XXI wieku wśród cywilizowanych państw Europy. Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości to zerkamy na zdjęcie 1486 a1 i wszystko powinno stać się jasne! W Rzeczypospolitej nr 2 wywalczonej przez Piłsudskiego państwo zajmowało się obywatelem urodzonym, a kościół dbał głównie o duszę obywatela po jego śmierci. W Rzeczypospolitej nr 3 Kościół dba o obywatela jeszcze nienarodzonego, nieochrzczonego, a więc tego bez duszy, ale z perspektywą pomnażania majątku, także kościelnego.








Z korespondencji z bankami zachowała się olbrzymia ilość rodzinnych dokumentów związanych właśnie z inflancją. Tutaj przytoczę tylko kilka. Najmilsze dokumenty to np. takie jak na zdjęciu "1490 a1" informujące o tym, że właśnie bank przekazał nam kolejną transzę gotówki.














Bywały jednak gorsze chwile, gdy bank delikatnie przypominał o obowiązkach kredytobiorcy takim pismem jak obok "1489 a1". Powoływanie się na "czek kaucyjny" wymaga chyba zdefiniowania tej nazwy. Czeki kaucyjne (zdjęcie niżej "1491 a1") były powszechnie stosowane, gdy ktoś nie miał (a raczej nie chciał mieć, bo wolał spekulować) wystarczającej kwoty pieniędzy, ale jednocześnie posiadał inne dobra ruchome, których nie chciał spieniężać, licząc na prosperitę.

















A więc z przyznanym kredytem bankowym i projektem budynku (mógł to być też "biznesplan") zgłaszamy się do właściwego terytorialnie urzędu i uzyskujemy "Pozwolenie na budowę", zdjęcie "1484 a1".
Oczywiście może to też być koncesja na handel zagraniczny jaką uzyskał stryj Julian, ale o tym w innym miejscu, bo wiadomo inflancja budżetu się nie tyka, a "rząd sam się wyżywi".















Praktycznie od chwili rozpoczęcia budowy możemy naszą inwestycję ubezpieczyć np. według dokumentu "1481 a1" z boku. To typowa "polisa ubezpieczeniowa" ówczesnej Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych. Na jednej z działek po byłych tkaczach łódzkich dziadek uruchomił piekarnię zatrudniając w niej kilkoro osób, to budynek "A" na rysunku niżej. W głębi posesji na miejscu budynku "C" kilka lat później powstała trzypiętrowa, dwuklatkowa kamienica (wg w.wspominanego projektu). Pomieszczenia "B" i "D" to budynki gospodarcze.  








Dzięki nieźle funkcjonującej piekarni dziadek mógł bardzo szybko zorientować jak przeciwdziałać inflacji. Najskuteczniejszym sposobem było wypychanie "gorącego pieniądza". Bywało tak, że chleb kupiony rano za 100 tys. marek polskich wieczorem mógł już kosztować milion! Należało więc jak najszybciej operować pieniądzem, czyli sprzedawać i natychmiast kupować. Kto schował pieniądze "pod materac", albo jeszcze gorzej, powierzył je bankowi mógł się czuć jakby je po prostu wyrzucił. I tutaj dziadek rozwinął skrzydła, jak się okazało później, też nie do końca. Ale o tym, jak zwykle, w kolejnej notce.
.

sobota, 7 listopada 2015

Stare gniazdo rodzinne ... cd. Specjalny dodatek!

W poprzednim poście zamieściłem kilka zdjęć z serii rowerami po Wilnie. Padło też pytanie: Kto jest na zdjęciu w parku Wileńskim? Okazuje się, że internet to wspaniały wynalazek, bo odpowiedź przyszła prawie natychmiast. Urocza panienka z lewej strony to moja ciotka Weronika! A rowerami jeżdżono nie tylko po Wilnie ... Sięgnąłem więc ponownie do rodzinnego archiwum i odnalazłem kolejne zdjęcia. A zatem zapraszam do specjalnego dodatku na poprzednim poście:

http://legionypolskie.blogspot.com/2015/10/stare-gniazdo-rodzinne-czyli-rowerami.html#comment-form

poniedziałek, 19 października 2015

Stare gniazdo rodzinne, czyli rowerami po Lwowie i Wilnie

Bitwa Warszawska chociaż zakończyła się militarnym sukcesem Polski nie przyniosła znaczących korzyści terytorialnych. Pogłębił się także rozdźwięk pomiędzy Polakami a Litwinami, Żydami, Białorusinami i Ukraińcami zamieszkującymi ziemie polskie. Manewr Piłsudskiego, znany jako "bunt Żeligowskiego", wprawdzie pozwolił Polsce inkorporować województwo Wileńskie włączone do t.zw. Litwy Środkowej, ale walki wyzwoleńcze pomiędzy Polakami, Rosjanami, Białorusinami, i Ukraińcami, praktycznie aż do czasów obecnych podzieliły oba narody.


Nieco lepiej wyglądała sytuacja w okręgu Lwowskim, ponieważ Ukraińcy w równym stopniu darzyli nieufnością zarówno Polskę jak i Rosję sowiecką. Z tych powodów część młodszych i bardziej wykształconych Polaków po 1923 r. zaczęła emigrować w stronę centralnej Polski, głównie do Warszawy, Łodzi i Krakowa. Wśród nich znalazła się także moja dalsza rodzina. Stary dworek rodzinny (zdjęcie wyżej 0513 a1 zrobione ok. 1937-1938 r.) opustoszał, pozostało w nim tylko kilka starszych osób, oraz nieliczna już służba.  


Kilka tygodni temu od dalszej rodziny zamieszkałej w USA otrzymałem zdjęcie lwowskiego domu rodzinnego ("524 b6" wyżej) wykonane na przełomie lat 1960/1970. Zdjęcie zostało zrobione Polaroidem (stąd jego niska jakość i konieczność poprawienia kolorów) z okazji pogrzebu ostatniego mieszkańca tego domu. Dworek już wtedy został przerobiony na magazyn sprzętu rolniczego. Zmarła krewna mieszkała w tylnej, niewidocznej części budynku. To zdjęcie wywołało szereg wspomnień, dlatego zdecydowałem się na opublikowanie jeszcze kilku zdjęć z tamtego miejsca i czasu i przypomnienie zdjęć wcześniejszych (wraz ze zdjęciem dotarła również zgoda na odsłonięcie twarzy).


Na zdjęciu "0518 a1" wyżej publikowanym już wcześniej z prawej strony stoi mój ojciec, obok siedzi jego siostra. W gustownym czepku pani guwernantka, ochmistrzyni, i nauczycielka życia w jednym.


Zdjęcie "520 a1" wyżej przedstawia także kuzynów mojego ojca oraz wuja (ze strony mojej stryjenki), który pełnił obowiązki gospodarza dworku.


W archiwum rodzinnym znalazłem kilkadziesiąt zdjęć znanych mi członków rodziny jednak były to t.zw. "mordoobrazki" (dzisiejsze "selfie", zwane też "samojebki") robione najwyżej na tle jakiegoś drzewa, czy krzaka, co uniemożliwiało ustalenie miejsca i czasu wykonania zdjęć. Tutaj chciałbym pokazać kilka w t.zw. szerszym horyzoncie. Na zdjęciu wyżej ("0519 a1")  pochodzącym już z lat 1937-1938, mój ojciec z siostrą na wycieczce rowerowej. Oboje często jeździli po okolicznych wioskach. "Jaśnie pan i jaśnie panienka" byli mile witani i częstowani "czym chata bogata" przez podległych w jakimś stopniu włościan. Od ojca wiem, że kosztowano wówczas przepyszne maliny.







Na zdjęciu z lewej strony mój ojciec z siostrą. Tym razem na wycieczce rowerowej w okolicy Lwowa. 









To jest prawdopodobnie nauka jazdy, ojciec uczy jedną z córek ochmistrzyni nauki jazdy na rowerze. Uczennica jest zadowolona, bo jak opowiadał ojciec nauczyła się jeździć nie tylko na rowerze ...

























Tak wyglądał strój sportowy dla rowerzystek. Niestety daleka kuzynka ojca widoczna na zdjęciu 0573 a3 założyła czarne spodnie lub suknię specjalnie upiętą i nie widać szczegółów.

















Na jednym z uroczych zdjęć (publikowanych wcześniej) jako pierwszą z prawej rozpoznałem ciotkę Leokadię siostrę mojej babci ze strony ojca. Nie wiem jednak kim są prześliczne dziewczyny stojące obok. Zdjęcie "544 a1" wyżej na pewno zostało wykonane w jednym z wileńskich parków ok. 1923 r., bowiem ciotka Leokadia nigdy nie ruszała się z Wilna aż do wkroczenia sowieckich wojsk podczas drugiej Wojny Światowej. Może więc uda się ustalić pozostałe okoliczności powstania tego zdjęcia.



No i udało się! Na zdjęciu w parku Wileńskim, z bukietem kwiatów w ręku pozuje moja ciotka Weronika! Pozuje, bo oprócz dwóch innych ciotek była najładniejszą przedstawicielką rodu żeńskiego. Prawdopodobnie daleka kuzynka ze zdjęcia "0573 a3" jest jej siostrą.  Dla porównania z nieco późniejszego okresu (ciotka się nieco zaokrągliła będąc w stanie brzemiennym) wyżej zdjęcie zbiorowe "1449 a1" wykonane na zapleczu dworku Lwowskiego. Czytelnikom pozostawiam kwestię rozpoznania "kto jest kim". Dla ułatwienia podaję, że jest tam moja babcia, i żona głównego bohatera tego bloga, mojego stryja legionisty. 









To jedno z ostatnich zdjęć "0522 a1" wykonanych podczas pobytu na ziemi wileńskiej w końcu czerwca 1939 r. Rodzina mojej babci ze strony ojca posiadała samochód więc wycieczka nad morze nie sprawiała większych trudności. Nie zdążyłem wtedy spytać ojca dlaczego nad morze oboje pojechali w mundurkach szkolnych. Czyżby to były wagary? Wiem natomiast, że była to ostatnia podróż z ziemi wileńskiej nad morze. Potem nastąpiła ciemność ...













.



Dodatek specjalny!
------------------------

7 listopada 2015 r.

W kilka dni po opublikowaniu tego postu otrzymałem dwie cenne informacje. W parku Wileńskim pierwsza z lewej (z bukietem kwiatów) to moja ciotka Weronika. Dla porównania wyżej zamieszczam inne jej zdjęcie. Drugiej informacji się spodziewałem, bo od ojca wiedziałem, że już wtedy były takie specjalne bagażniki samochodowe na których przewożono rowery. Po zdigitalizowaniu kolejnych "rowerowych" zdjęć okazało się, że mój ojciec z siostrą wypuszczał się na dalekie przejażdżki także poza rogatki Lwowa. Aby zachować chronologię wydarzeń zdjęcia zamieściłem wyżej w odpowiednich dla nich miejscach. Teksty opisowe to zielona czcionka. 
Dodane zdjęcia nie zostały wykadrowane, ponieważ dalsza rodzina zamieszkała w USA chciała obejrzeć także ramki. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że fotograf z lat międzywojennych najczęściej gotowe zdjęcia obcinał specjalnie ząbkowaną obcinarką. Po tym drobnym szczególe można było się zorientować, kto robił zdjęcia. 
  
.