środa, 30 grudnia 2015

Zamach majowy - o jeden most za daleko



https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b3/Rzad_Witosa_1926.jpg

O przebiegu zamachu majowego z 1926 r., w wyniku którego obalony został rząd Wincentego Witosa (zdjęcie Wikipedii wyżej) zwanego też przewrotem majowym, napisano setki publikacji i artykułów w najpoważniejszych pismach na całym świecie. Na ten temat istnieje także kilkanaście bardzo prawdopodobnych chociaż różniących się wersji. Zapewne także podczas pisania "Historii Polski na nowo", co zapowiada prezes PiS J. Kaczyński, pojawią się kolejne sensacyjne wątki. Jednak prawda, nawet ta "Tischnerowska", nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo tej prawdy chyba nawet sam Piłsudski nie znał do końca.


W tym miejscu chciałbym przytoczyć zabawną anegdotę jaka przydarzyła się mojej rodzinie w związku z tą najbardziej kontrowersyjną akcją wojskową II RP. Otóż na kilka tygodni przed zamachem, w połowie kwietnia 1926 r., stryj Julian został skoszarowany pod Rembertowem, zdjęcie "1497 c1"

gdzie skoncentrowano m.in. oddziały ówczesnych specsłużb podległych gen. Żeligowskiemu. To jednoznacznie zapowiadało początek akcji jakiej od dawna spodziewano się i ze strony Marszałka Piłsudskiego, i ze strony niezadowolonych opozycjonistów. Być może z tego powodu Piłsudski przyspieszył działania, licząc także na pewną spolegliwość prezydenta Wojciechowskiego.


Gdy na moście Poniatowskiego doszło do historycznego spotkania Marszałka Polski J. Piłsudskiego i Prezydenta Polski S. Wojciechowskiego w prasie ukazały się pierwsze zdjęcia, a wśród nich to najbardziej znane:

http://dzieje.pl/sites/default/files/2rp_1.jpg

Zdjęcia obiegły świat i wywołały niezdrową sensację w rodzinie, bo oto po prawej stronie (połowa sylwetki) wśród asysty J. Piłsudskiego rozpoznano mojego stryja Juliana! Odbyła się burzliwa narada rodzinna pod przewodnictwem mojej prababki Anny Marii (na zdjęciu 689 a1 w środku)

http://anzai.blog.onet.pl/files/2013/12/689.jpg  (na zdjęciu z moimi rodzicami)
Ściągnięto z Warszawy żonę stryja Eugenię i rozpoczęła się krucjata związana z wyklęciem i wydziedziczeniem stryja Juliana.


Na szczęście zanim wiadomość dotarła do stryja, kolejne gazety opublikowały inne zdjęcia, ale już w szerszej panoramie (zdjęcie 1496 c1):

I wówczas okazało się, że to nie był stryj Julian, ale bardzo do niego podobny jego podwładny Michał Galiński, co dokładniej można było zobaczyć na zdjęciach z domowego archiwum (zdjęcie 1528 a1):
Prawda jednak okazała się jeszcze gorsza, bo wyszło na jaw, że Piłsudski nie będąc pewnym kto z wojskowych poprze go w najważniejszych sytuacjach, uległ namowom wyższych oficerów, aby nie wprowadzać regularnego wojska na teren sejmu, i przeprowadził swoistą selekcję. Wśród oficerów, którzy stwierdzili, że - tak jak Piłsudski - przysięgali na wierność Polsce i służąc Piłsudskiemu demokracji nie będą obalać, znalazł się także stryj Julian.  


Szczegółów związanych z zamachem nie będę powtarzał - bo opisywałem to już w kilku publikacjach, a i literatura naukowa jest chyba najbardziej bogata z tamtego okresu - warto jednak spojrzeć na te historyczne wydarzenia z perspektywy przyszłości. Wprawdzie z militarnego punktu widzenia Piłsudski usunął swoich przeciwników (gen. Rozwadowski internowany i otruty w Wilanowie, gen. Zagórski zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, gen. Sikorski został odsunięty od władzy, gen. Haller zdymisjonowany) jednak podzielona Polska i polskie wojsko nigdy nie zdołały odzyskać dawnej jedności.


Nie udało się także uzdrowić polskiej gospodarki, bo chociaż okres sanacyjny przyniósł Polsce lekki rozwój gospodarki i przemysłu (np. COP) to walki polityczne trwały nadal przenosząc się z sejmu do rządu i na ulice. Pomimo dwukrotnego przejęcia sterów rządu (a także resortu Spraw Wojskowych) Piłsudski nie potrafił uruchomić standardowych procesów rozwojowych. Totalną klęskę poniósł Marszałek w obszarze polityki społecznej zezwalając na utworzenie Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej, gdzie umieszczano osoby zagrażające bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu.


Jak pisałem wyżej w okresie sanacji zarejestrowano nieznaczny rozwój gospodarczy, głównie ośrodków przemysłowych, ale dla zrujnowanej rozbiorami, zaborami i I Wojną Światową Polski, każdy zbudowany zakład produkcyjny stanowił podwojenie wskaźników. Nie ma się co dziwić, że w takich warunkach nawet "kibelkowy" program gen. F. Sławoja Składkowskiego, o czym piszę tutaj:
http://anzai.blog.onet.pl/2011/03/14/prl-owska-elektronika-i-te-inne-gadzety/
przybrał miarę programu ogólnopolskiego.
.

sobota, 21 listopada 2015

Inflacją do przewrotu majowego z 1926 r.

Jak już wspominałem wcześniej, od pierwszego dnia po uzyskaniu niepodległości Polska na wszystkich granicach zapłonęła, a walki toczyły się przez wiele lat. Obok tych zamieszek przygranicznych o wiele ważniejszym wrogiem wydawała się być nadciągająca nie znana jeszcze inflacja. Nie dla wszystkich to było jednak oczywiste, co doskonale przedstawia poniższy rysunek:

http://img.hopaj.pl/images/e/7/e7ce6634b14b1e16e367f8cda86a0a0d.jpg
W Polsce powojennej obowiązywała nadal waluta zaborców. O ile marki i ruble były walutą twardą, zabezpieczoną parytetem złota, to korony austriackie miały tylko gwarancje rządowe. To były luki dla "reformy Grabskiego". Zanim jednak przejdziemy do Grabskiego, zobaczmy co wywołało tak ogromną inflację.


Polska, jako główny obszar działań wojennych zmagających się zaborców, w ogromnym stopniu zrujnowana i zniszczona, najbardziej odczuwała potrzebę odbudowy zasobów mieszkalnych. Realizowano to na różne sposoby, najbiedniejsi mieszkali na t.zw. "kupie", gdzie pokoje, łóżka, a nawet buty (!) były przechodnie. To były częste sytuacje, gdy do małej izdebki np. 3x4m, zasiedlonej przez kilkanaście osób, z nocnej zmiany wracał ojciec i zamieniał się z synem butami i łóżkiem. Mój dziadek Bronek na szczęście już miał buty po poległym na wojnie ojcu, łóżkiem zamieniał się jednak z kuzynem.


Drugi przyszły dziadek, ze strony ojca, do swojego zakładu mógł już jeździć własnym powozem, ale jako "noszący serce po lewej stronie" socjalista, wolał jeździć tramwajem. Szalał za to stryj Julian, legionista i funkcjonariusz rządowy, nie posiadający wprawdzie w Łodzi żadnych większych nieruchomości, lecz dojeżdżający do swoich podłódzkich posiadłości jednym z dwóch samochodów, lub - za tym przepadała jego żona - gustowną dwukonną "zaczarowaną (o tym w następnym poście) dorożką". Cała powyższa trójka marzyła o budowaniu domów, chociaż niekoniecznie takich "szklanych" jak u Żeromskiego.


Co trzeba było mieć, aby w powojennej Polsce marzenie budowania domów dla siebie, i dla innych, zrealizować? Najszybszym sposobem był spadek, orzekany np. w takiej formie jak na zdjęciu "1485 b1"
Nie każdy jednak mógł liczyć na tak pokaźne dobra, i nie każdy mógł je od razu zamienić na potrzebną gotówkę. Tym z pomocą przychodziła rozbudowana sieć banków. Z dokumentami jak wyżej - o ile wcześniej nie posiadało się konta bankowego - można było już starać się o kredyt.


Jednym z kolejnych dokumentów był projekt budynku zatwierdzony przez stosownego urzędnika miejskiego, który mógł wyglądać np. tak:
1492 a1 To jedna z kilku kamienic jakie mój dziadek wybudował w latach międzywojennych.


Albo tak:
1483 a1. To kolejna z kamienic dziadka. Ta od poprzedniej różniła się lokalizacją. Wybudowana w śródmiejskiej zabudowie musiała spełniać szereg wymagań (np. prawa budowlanego, bhp. i p.poż), których z reguły nie stawiano budynkom lokalizowanym na obrzeżach miast. Oczywiście stosowne certyfikaty i poświadczenia zamieszczano na stronie odwrotnej.










Zupełnie inaczej, znacznie ubożej, wyglądały jednak projekty na budynki pozamiejscowe, lokowane na terenach niezabudowanych. Tutaj role jakby się odwracały, państwo nie było już zainteresowane utrzymaniem kontroli nad "dzikim" budownictwem, bo to rozwijało się w okolicach dużych miast. Natomiast inwestorzy na terenach niezabudowanych, we własnym interesie składali projekt budynku do gminy. Taki projekt był już bardzo uproszczony i wyglądał np. tak, jak na zdjęciu "1493 a1" obok.







No więc budowało się w II Rzeczypospolitej z wielkim rozmachem poczynając od słynnych "Sławojek", poprzez Centralny Okręg Przemysłowy, aż do rozbudowy Portu w Gdyni. I tutaj mój dziadek, tak jak i wielu innych biznesmenów, wyczuł koniunkturę inwestując w zakup działek położonych na rogatkach miasta. Nie przewidziano tylko jednego. Wprawdzie sieć tramwajowa dotarła do tych zabudowań, gdzie wynajmowano mieszkania robotnikom, ale ceny biletów tramwajowych były na tyle wysokie, że robotnicy woleli te 5-15 km przemierzać pieszo.


Nie wiem jak to wyglądało w innych miastach, ale pod Łodzią - według opowiadań dziadka Bronka - w całym okresie 20-lecia międzywojennego we wczesnych godzinach rannych. t.j. pomiędzy 2-4 rano widać było całe gromady ludzi (z butami na plecach dla oszczędności) zmierzających do pracy. Pod wieczór ci sami ludzie zdążali do domów w drugą stronę. Do tych ludzi początkowo dołączał także mój przyszły dziadek Bronek. Pracy jednak było coraz mniej, a inflacja rozwijała się w szalonym tempie. Skoro o inflacji, to wracamy do charakterystycznych dokumentów z tamtych czasów.






Mamy już spadek i mamy projekt, możemy więc udać się na podbój banku. Tutaj po sprawdzeniu podstawowych dokumentów np. "Świadectwa urodzenia i chrztu" zdjęcie obok "1485 a1"















albo "Akt zejścia" zdjęcie "1486 a1" obok możemy zawrzeć umowę z bankiem. Niestety nie znalazłem umów, domyślam się więc, że nie były one potrzebne, bo wiadomo bank udzielał krydytu, a kredytobiorca spłacał kolejne raty wyrzucając poprzednie dokumenty.












W tym momencie warto jednak zatrzymać się chwilę i zastanowić nad rolą Kościoła w Państwie, lub tak jak obecnie Państwa w Kościele. Otóż, co wyraźnie widać na dokumencie 1483 a1 (pieczątka!), ksiądz był jednocześnie urzędnikiem państwowym, lecz Kościół nie miał prawa uczestniczyć w najważniejszych decyzjach podejmowanych przez państwo. Proszę teraz porównać jakikolwiek dokument kościelny (obojętne czy z PRL, czy z obecnej RP nr 3) aktualnie funkcjonujący i zastanowić się, gdzie i jak daleko zaszliśmy jako naród żyjący w XXI wieku wśród cywilizowanych państw Europy. Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości to zerkamy na zdjęcie 1486 a1 i wszystko powinno stać się jasne! W Rzeczypospolitej nr 2 wywalczonej przez Piłsudskiego państwo zajmowało się obywatelem urodzonym, a kościół dbał głównie o duszę obywatela po jego śmierci. W Rzeczypospolitej nr 3 Kościół dba o obywatela jeszcze nienarodzonego, nieochrzczonego, a więc tego bez duszy, ale z perspektywą pomnażania majątku, także kościelnego.








Z korespondencji z bankami zachowała się olbrzymia ilość rodzinnych dokumentów związanych właśnie z inflancją. Tutaj przytoczę tylko kilka. Najmilsze dokumenty to np. takie jak na zdjęciu "1490 a1" informujące o tym, że właśnie bank przekazał nam kolejną transzę gotówki.














Bywały jednak gorsze chwile, gdy bank delikatnie przypominał o obowiązkach kredytobiorcy takim pismem jak obok "1489 a1". Powoływanie się na "czek kaucyjny" wymaga chyba zdefiniowania tej nazwy. Czeki kaucyjne (zdjęcie niżej "1491 a1") były powszechnie stosowane, gdy ktoś nie miał (a raczej nie chciał mieć, bo wolał spekulować) wystarczającej kwoty pieniędzy, ale jednocześnie posiadał inne dobra ruchome, których nie chciał spieniężać, licząc na prosperitę.

















A więc z przyznanym kredytem bankowym i projektem budynku (mógł to być też "biznesplan") zgłaszamy się do właściwego terytorialnie urzędu i uzyskujemy "Pozwolenie na budowę", zdjęcie "1484 a1".
Oczywiście może to też być koncesja na handel zagraniczny jaką uzyskał stryj Julian, ale o tym w innym miejscu, bo wiadomo inflancja budżetu się nie tyka, a "rząd sam się wyżywi".















Praktycznie od chwili rozpoczęcia budowy możemy naszą inwestycję ubezpieczyć np. według dokumentu "1481 a1" z boku. To typowa "polisa ubezpieczeniowa" ówczesnej Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych. Na jednej z działek po byłych tkaczach łódzkich dziadek uruchomił piekarnię zatrudniając w niej kilkoro osób, to budynek "A" na rysunku niżej. W głębi posesji na miejscu budynku "C" kilka lat później powstała trzypiętrowa, dwuklatkowa kamienica (wg w.wspominanego projektu). Pomieszczenia "B" i "D" to budynki gospodarcze.  








Dzięki nieźle funkcjonującej piekarni dziadek mógł bardzo szybko zorientować jak przeciwdziałać inflacji. Najskuteczniejszym sposobem było wypychanie "gorącego pieniądza". Bywało tak, że chleb kupiony rano za 100 tys. marek polskich wieczorem mógł już kosztować milion! Należało więc jak najszybciej operować pieniądzem, czyli sprzedawać i natychmiast kupować. Kto schował pieniądze "pod materac", albo jeszcze gorzej, powierzył je bankowi mógł się czuć jakby je po prostu wyrzucił. I tutaj dziadek rozwinął skrzydła, jak się okazało później, też nie do końca. Ale o tym, jak zwykle, w kolejnej notce.
.

sobota, 7 listopada 2015

Stare gniazdo rodzinne ... cd. Specjalny dodatek!

W poprzednim poście zamieściłem kilka zdjęć z serii rowerami po Wilnie. Padło też pytanie: Kto jest na zdjęciu w parku Wileńskim? Okazuje się, że internet to wspaniały wynalazek, bo odpowiedź przyszła prawie natychmiast. Urocza panienka z lewej strony to moja ciotka Weronika! A rowerami jeżdżono nie tylko po Wilnie ... Sięgnąłem więc ponownie do rodzinnego archiwum i odnalazłem kolejne zdjęcia. A zatem zapraszam do specjalnego dodatku na poprzednim poście:

http://legionypolskie.blogspot.com/2015/10/stare-gniazdo-rodzinne-czyli-rowerami.html#comment-form

poniedziałek, 19 października 2015

Stare gniazdo rodzinne, czyli rowerami po Lwowie i Wilnie

Bitwa Warszawska chociaż zakończyła się militarnym sukcesem Polski nie przyniosła znaczących korzyści terytorialnych. Pogłębił się także rozdźwięk pomiędzy Polakami a Litwinami, Żydami, Białorusinami i Ukraińcami zamieszkującymi ziemie polskie. Manewr Piłsudskiego, znany jako "bunt Żeligowskiego", wprawdzie pozwolił Polsce inkorporować województwo Wileńskie włączone do t.zw. Litwy Środkowej, ale walki wyzwoleńcze pomiędzy Polakami, Rosjanami, Białorusinami, i Ukraińcami, praktycznie aż do czasów obecnych podzieliły oba narody.


Nieco lepiej wyglądała sytuacja w okręgu Lwowskim, ponieważ Ukraińcy w równym stopniu darzyli nieufnością zarówno Polskę jak i Rosję sowiecką. Z tych powodów część młodszych i bardziej wykształconych Polaków po 1923 r. zaczęła emigrować w stronę centralnej Polski, głównie do Warszawy, Łodzi i Krakowa. Wśród nich znalazła się także moja dalsza rodzina. Stary dworek rodzinny (zdjęcie wyżej 0513 a1 zrobione ok. 1937-1938 r.) opustoszał, pozostało w nim tylko kilka starszych osób, oraz nieliczna już służba.  


Kilka tygodni temu od dalszej rodziny zamieszkałej w USA otrzymałem zdjęcie lwowskiego domu rodzinnego ("524 b6" wyżej) wykonane na przełomie lat 1960/1970. Zdjęcie zostało zrobione Polaroidem (stąd jego niska jakość i konieczność poprawienia kolorów) z okazji pogrzebu ostatniego mieszkańca tego domu. Dworek już wtedy został przerobiony na magazyn sprzętu rolniczego. Zmarła krewna mieszkała w tylnej, niewidocznej części budynku. To zdjęcie wywołało szereg wspomnień, dlatego zdecydowałem się na opublikowanie jeszcze kilku zdjęć z tamtego miejsca i czasu i przypomnienie zdjęć wcześniejszych (wraz ze zdjęciem dotarła również zgoda na odsłonięcie twarzy).


Na zdjęciu "0518 a1" wyżej publikowanym już wcześniej z prawej strony stoi mój ojciec, obok siedzi jego siostra. W gustownym czepku pani guwernantka, ochmistrzyni, i nauczycielka życia w jednym.


Zdjęcie "520 a1" wyżej przedstawia także kuzynów mojego ojca oraz wuja (ze strony mojej stryjenki), który pełnił obowiązki gospodarza dworku.


W archiwum rodzinnym znalazłem kilkadziesiąt zdjęć znanych mi członków rodziny jednak były to t.zw. "mordoobrazki" (dzisiejsze "selfie", zwane też "samojebki") robione najwyżej na tle jakiegoś drzewa, czy krzaka, co uniemożliwiało ustalenie miejsca i czasu wykonania zdjęć. Tutaj chciałbym pokazać kilka w t.zw. szerszym horyzoncie. Na zdjęciu wyżej ("0519 a1")  pochodzącym już z lat 1937-1938, mój ojciec z siostrą na wycieczce rowerowej. Oboje często jeździli po okolicznych wioskach. "Jaśnie pan i jaśnie panienka" byli mile witani i częstowani "czym chata bogata" przez podległych w jakimś stopniu włościan. Od ojca wiem, że kosztowano wówczas przepyszne maliny.







Na zdjęciu z lewej strony mój ojciec z siostrą. Tym razem na wycieczce rowerowej w okolicy Lwowa. 









To jest prawdopodobnie nauka jazdy, ojciec uczy jedną z córek ochmistrzyni nauki jazdy na rowerze. Uczennica jest zadowolona, bo jak opowiadał ojciec nauczyła się jeździć nie tylko na rowerze ...

























Tak wyglądał strój sportowy dla rowerzystek. Niestety daleka kuzynka ojca widoczna na zdjęciu 0573 a3 założyła czarne spodnie lub suknię specjalnie upiętą i nie widać szczegółów.

















Na jednym z uroczych zdjęć (publikowanych wcześniej) jako pierwszą z prawej rozpoznałem ciotkę Leokadię siostrę mojej babci ze strony ojca. Nie wiem jednak kim są prześliczne dziewczyny stojące obok. Zdjęcie "544 a1" wyżej na pewno zostało wykonane w jednym z wileńskich parków ok. 1923 r., bowiem ciotka Leokadia nigdy nie ruszała się z Wilna aż do wkroczenia sowieckich wojsk podczas drugiej Wojny Światowej. Może więc uda się ustalić pozostałe okoliczności powstania tego zdjęcia.



No i udało się! Na zdjęciu w parku Wileńskim, z bukietem kwiatów w ręku pozuje moja ciotka Weronika! Pozuje, bo oprócz dwóch innych ciotek była najładniejszą przedstawicielką rodu żeńskiego. Prawdopodobnie daleka kuzynka ze zdjęcia "0573 a3" jest jej siostrą.  Dla porównania z nieco późniejszego okresu (ciotka się nieco zaokrągliła będąc w stanie brzemiennym) wyżej zdjęcie zbiorowe "1449 a1" wykonane na zapleczu dworku Lwowskiego. Czytelnikom pozostawiam kwestię rozpoznania "kto jest kim". Dla ułatwienia podaję, że jest tam moja babcia, i żona głównego bohatera tego bloga, mojego stryja legionisty. 









To jedno z ostatnich zdjęć "0522 a1" wykonanych podczas pobytu na ziemi wileńskiej w końcu czerwca 1939 r. Rodzina mojej babci ze strony ojca posiadała samochód więc wycieczka nad morze nie sprawiała większych trudności. Nie zdążyłem wtedy spytać ojca dlaczego nad morze oboje pojechali w mundurkach szkolnych. Czyżby to były wagary? Wiem natomiast, że była to ostatnia podróż z ziemi wileńskiej nad morze. Potem nastąpiła ciemność ...













.



Dodatek specjalny!
------------------------

7 listopada 2015 r.

W kilka dni po opublikowaniu tego postu otrzymałem dwie cenne informacje. W parku Wileńskim pierwsza z lewej (z bukietem kwiatów) to moja ciotka Weronika. Dla porównania wyżej zamieszczam inne jej zdjęcie. Drugiej informacji się spodziewałem, bo od ojca wiedziałem, że już wtedy były takie specjalne bagażniki samochodowe na których przewożono rowery. Po zdigitalizowaniu kolejnych "rowerowych" zdjęć okazało się, że mój ojciec z siostrą wypuszczał się na dalekie przejażdżki także poza rogatki Lwowa. Aby zachować chronologię wydarzeń zdjęcia zamieściłem wyżej w odpowiednich dla nich miejscach. Teksty opisowe to zielona czcionka. 
Dodane zdjęcia nie zostały wykadrowane, ponieważ dalsza rodzina zamieszkała w USA chciała obejrzeć także ramki. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że fotograf z lat międzywojennych najczęściej gotowe zdjęcia obcinał specjalnie ząbkowaną obcinarką. Po tym drobnym szczególe można było się zorientować, kto robił zdjęcia. 
  
.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach?

Niespokojną stawała się odzyskana wolna Polska. Nie udawało się znaleźć porozumienia w rządzie, na granicach trwały lokalne potyczki. Niespokojnie było także w pracy i w domach Polaków. W mojej rodzinie ośmioro rodzeństwa (w tym bohater tego bloga, mój stryj Julian) do tej pory rozjeżdżających się po kraju i Europie zaczęło się skupiać głównie w domu moich pradziadków. Kilkadziesiąt lat wstecz, ok. 1870 r., ojciec mojego pradziadka Adama wybudował mały parterowy dworek, a w głębi ogrodu postawił zabudowania gospodarcze.








Gdy jednak rodzina zaczęła się powiększać, w 1921 r. parterowy dworek został nadbudowany jednym piętrem z poddaszem, i nadano mu bardziej użytkowy styl mieszczański. To budynek w głębi ogrodu po prawej stronie zakryty drzewami, i obecnie już nieistniejący (widok po lewej stronie z 1967 r.).














Ścieżka po lewej stronie prowadziła do kordegardy, która po przebudowaniu stała się oddzielnym domem kolejnego syna pradziadka Adama stryja Włodzimierza. (zdjęcie 1296 a1 z 1967 r. - tereny na których stały oba domy już w 1958 r. zostały przeznaczone pod wielkomiejską zabudowę dlatego nie prowadzono remontów).
Z lewej strony - niewidoczne na zdjęciu - stały garaże, komórki, i słynny gołębnik dziadka Bronka. To właśnie stało się głównym zarzewiem wojny moich dwóch dziadków.













Tu należy się wyjaśnienie - prawdziwym moim dziadkiem był Stanisław (imię fikcyjne)http://anzai.blog.onet.pl/files/2013/12/700-a4.jpg ale po zakończeniu I Wojny Światowej musiał zająć się majątkami, a właściwie ich likwidacją, które były rozsiane po wszystkich zaborach. Dziadek prowadził też różne interesy związane z polityką rządu, i rzadko bywał w domu, w 1955 r. zmarł w dość dramatycznych okolicznościach, i z tych względów jego obowiązki przejął młodszy brat Julian.








Dziadek Bronek (ze strony mojej mamy), o którym pisałem w poprzednim poście, był fanem wojska. Los jednak sprawił, że większość swojego "mundurowego" życia spędził jako strażak, komendant ochrony przemysłowej, i prawdopodobnie policjant. Piszę prawdopodobnie, bo były to dość przejściowe zajęcia dziadka w okresie przed i po II Wojnie Światowej.















To pojazd służbowy dziadka Bronka (na nim ja z siostrą). Zdjęcie pochodzi z 1954 r. Jak przez mgłę pamiętam kłótnię jaką stoczyłem z siostrą o to kto miał być kierowcą. Przegrałem, bo pomimo najszczerszych chęci, ja mężczyzna, nawet na leżąco nie mogąc dosięgnąć kierownicy, musiałem ją oddać siostrze. Straszliwy dramat.














A to pojazd służbowy stryja Juliana (niestety motocykl nie przetrwał II Wojny Światowej, bo został zarekwirowany). Stryj miał swojego kierowcę adiutanta z którym objeżdżał podmiejskie posiadłości. Prawdziwym kłopotem były jednak kolejne dwa pojazdy stryja.












Ten - znany z innego postu - dość rzadko parkował w rodzinnych zabudowaniach, bo używany był w firmie stryja głównie jako samochód osobowy, jeździły nim przeważnie dwie panie, siostra stryja i jego bratanica (na zdjęciu).













Natomiast ten samochód (na stopniach siedzi mój starszy kuzyn), dwa razy większy i cięższy od poprzedniego, niszczył trawnik domowy i zostawiał głębokie ślady kół, był bezpośrednią przyczyną ciągłych kłótni pomiędzy dziadkiem Bronkiem komunistą i stryjem Julianem legionistą. Każdego dnia, w późnych godzinach popołudniowych samochodem przyjeżdżał kierowca stryja i wjeżdżał do garażu nad którym dziadek Bronek zainstalował gołębnik. Gołębiarzom nie muszę przypominać jak nieprzyjazny jest głośno pracujący, i często strzelający gaźnikiem samochód, który wjeżdża pod gołębnik. W powietrzu "pachniało spalinami i prochem" jako, że obaj panowie pełnili ważne funkcje i obaj posiadali legalną broń osobistą.




Pomimo tego antagoniści raczej z przypadku przez wiele lat dzielnie wytrzymywali kolejne prowokacje ze strony samochodu, który trzaskał wszystkimi drzwiami i klapami, chodził na najwyższych obrotach, a czasem nawet zatrąbił, i gołębi, które w rewanżu (a może i ze strachu) pstrokacizną malowały karoserię samochodu. Tragedia wydarzyła się dopiero w 1936 r., gdy dziadek Bronek został aresztowany i miał być osadzony w Berezie Kartuskiej. Ale o tym w swoim czasie, przed nami bowiem zamach majowy.
.

środa, 15 lipca 2015

Pochody, zamieszki, demonstracje


I Wojna Światowa przetaczając się głównie przez Europę dokonała straszliwych spustoszeń.
Praktycznie wszystkie państwa biorące w niej udział znalazły się na skraju wszechogarniającego kryzysu. Polska - pomimo odzyskania niepodległości - nie była wyjątkiem.










http://historykon.pl/wp-content/uploads/2013/11/1.-Neumann-A.-Humoristische-Karte-von-Europa-im-Jahre-1870-Niemcy-1870.jpg


Pozornie nic nie znaczący z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia, zamach na prezydenta Narutowicza w grudniu 1922 r. stał się tzw. "kroplą przepełniającą dzban", która wyzwalając różnego rodzaju agresje, ujawniła także słabość nowego ustroju politycznego. Praktycznie do maja 1926 r. w wyniku ciągłych walk partyjnych, nie dało się rozwiązać najważniejszych problemów ustrojowych, strukturalnych, gospodarczych, i politycznych.





To w znacznym stopniu komplikowało rozwój pozaborowego państwa, i indywidualnych gospodarstw. W mojej rodzinie najbardziej ucierpiał mój dziadek ze strony ojca, który w swoich zakładach w Warszawie i w Łodzi, wspólnie z dwoma rosyjskimi wspólnikami, już na początku XX wieku rozwinął i unowocześnił produkcję wyposażenia dla wojska (umundurowanie i sprzęt). Na przełomie listopada i grudnia 1914 r. walki przeniosły się jednak w okolice Łodzi.




https://lodzhipsteremmiast.files.wordpress.com/2013/07/301915sq3.jpg?w=390
To tutaj pod Brzezinami, i w okolicach dzisiejszego, największego w Europie (1200 ha) parku miejskiego w Łagiewnikach, trzy armie zaborcze stoczyły bezpośrednią bitwę.https://lodzhipsteremmiast.wordpress.com/tag/bitwa-pod-lodzia/Walki trwały dwa miesiące, jednak wycofujące się wojska rosyjskie zdemolowały i rozgrabiły obie rodzinne fabryki. To jeszcze nie załamało dziadka, który przed wojną swoje wyroby sprzedawał także Niemcom, bo po przeniesieniu się do Łodzi wznowił produkcję dzięki inwestycjom nowego niemieckiego wspólnika.        





Ostateczny finał ambicji biznesowych mojego dziadka przyniosło zakończenie I WŚ, bowiem wycofujący się Niemcy wywieźli nie tylko wyroby, ale i maszyny przemysłowe. Dziadek z braku funduszy wstrzymał budowę dwóch kamienic w Łodzi i chwilowo osiadł w domu swojego ojca (zdjęcia z lewej pochodzą z lat 1960/1970 - tu mieszkało 5 rodzin)
Szczegóły opisywałem tutaj:
http://anzai.blog.onet.pl/2013/12/21/wigilie-w-domach-ktorych-juz-nie-ma/
















Podobne kłopoty przeżywał stryj Julian, który jeszcze będąc w służbie Piłsudskiego otworzył kilka firm przewozowych (pojazdy konne). To już nie był ten legionista, który na "koniku siwym" przyjeżdżał do swojej ukochanej Eugenii. Stryj pracował w Warszawie - chociaż nie wiem, czy ze zdjęcia obok "1245 d5" (to prawdopodobnie wykonane na Hożej, gdzie dalsza rodzina miała kamienicę) można wywnioskować, że to była praca - a zarabiał w Łodzi. Ukochana żona Eugenia w każdą sobotę rano wsiadała w Łodzi do powozu i kazała się wieźć do Warszawy. Do Łodzi wracała po kilku dniach, czasem w towarzystwie stryja, czasem sama. Niestabilne rządy rozhuśtały jednak gospodarkę Rzeczypospolitej i pojawiła się szalejąca inflacja.















Rok 1923 zapowiadał niepokoje i zamęty w kraju. Walki partyjne z sejmu i instytucji państwowych przeniosły się na ulice. Gdy w czerwcu 1923 r. władzę przejął najbardziej znienawidzony w historii Polski rząd "Chjeno-Piasta" (Uwaga! to takie dzisiejsze PiS i PSL) na ulicy, poza partiami, pojawili się także robotnicy. Do największej demonstracji doszło w Krakowie, gdzie podczas zamieszek zginęło ponad 30 osób. Po zamieszkach krakowskich z 1923 r. - które rozlały się na cały kraj, i które, jak zwykle, wszyscy uznali za swój sukces - doszło do przeorientowania partii politycznych. Stryj Julian, do tej pory PPS-owiec zaczął częściej spoglądać na lewo.




Dziadek Bronek ze strony matki pochodził z typowo chłopskiej rodziny, do Łodzi przybył w 1906 r. jako 14-letni wówczas chłopiec poszukujący pracy. To zdjęcie "1171 f3" jedno z niewielu jakie miał dziadek Bronek, pochodzi ze znacznie późniejszego okresu, gdy dziadek był już komendantem ochrony zakładu zajmującego się m.in. produkcją zbrojeniową.
Zanim jednak do tego doszło pracę znalazł w fabryce będącej własnością mojego ... dziadka ze strony ojca. Bardzo szybko dał się poznać jako bystry i chętny do podnoszenia kwalifikacji pracownik. Był analfabetą, nie potrafił czytać ani pisać, co przeszkadzało mu w szybkim awansie. Młody, zdolny, przystojny, zaradny i pracowity jednak szybko podbił serca przełożonych i panien na wydaniu. Już po kilku miesiącach zakochała się w nim jedna z kuzynek, dziedziczka fortuny pradziadka ze strony ojca. Ślub moich dziadków ze strony matki, był wyraźnym mezaliansem. Szlachcianka wysokiego rodu arystokratycznego wychodząca za mąż za chłopa analfabetę, bez majątku, bez pracy, bez domu, i bez perspektyw teoretycznie nie mogła liczyć na poparcie środowiska, w praktyce jednak dziadek Bronek stał się najjaśniejszym i najsilniejszym ogniwem łączącym rodzinę ... aż do czasu.




1923 rok to czas ostrych protestów społecznych, podczas których nie brakowało nawet starć zbrojnych. 1 i 3 maja 1923 r. to według opowiadań stryja Juliana był pierwszym rokiem, gdy na ulice wyszli protestujący wszystkich opcji politycznych. Nie posiadam zdjęć, które by mogły dokładnie datować określone zdarzenia, a więc posłużę się ogólną i pewnie subiektywną recenzją. Tak mógł wyglądać pierwszomajowy rządowy pochód propiłsudczyków. Z reguły za uzbrojonymi oddziałami szli aktywiści partyjni, wśród których bywał także mój stryj (dalsze zdjęcia niżej).


http://mojawarszawa.blox.pl/resource/3maja1.png
 




To najczęściej aktywiści i bojówkarze PPS Lewica, na pochód wyruszali z domów uzbrojeni w "nieco" masywniejsze szturmówki.






http://m.7dni.pl/2014/05/n/c6680-308746.jpg








A to ich adwersarze, najczęściej socjaliści z dawnej PPS, i ogólnie rozumiani aktywiści "Chjeno-Piasta"






http://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2015/05/Poch%C3%B3d-Polskiej-Partii-Socjalistycznej-1939.jpg















Ogólnie jednak pochody majowe były zajęciem "tylko dla orłów", czyli dla mężczyzn, co widać wyraźnie tutaj.










http://www.historia.beskidia.pl/userfiles/wehikul/new/med/1585.jpg




To, czy ktoś wychodził na pochód oficjalnie z domu, czy też ukradkiem, wynikało z jego osobistej sytuacji w domu, w pracy, czy w innych środowiskach. W archiwach natrafiłem na zdjęcie stryja Juliana "1244 b1", który dumnie kroczy w poczcie chorążych legionowego sztandaru pułkowego.












i zdjęcie "1244 c1", gdzie stryj już raczej z tyłu kontestuje pochód "swoich" piłsudczyków. Stryj nie był wyjątkiem, po zamachu majowym większość wykształconych osób, dotychczas bezwarunkowo popierających politykę Naczelnika, zaczęła poszukiwać nowych prądów w polityce.


Nigdy natomiast nie pytałem dziadka Bronka, czy chodził na pochody, ale od ciotek wiem, że raz nawet był w mundurze niosąc komunistyczny proporczyk ... KPRP! Ten fakt zapamiętano w rodzinie, bo dziadek wrócił z podbitym okiem i złamanym proporczykiem. Historycy twierdzą, że najostrzej zwalczali się socjaliści i komuniści, to prawda, ale tylko połowiczna. W praktyce obie strony próbowały nawiązać współpracę, ale tylko w mojej rodzinie to się udało. Niestety też tylko do czasu ...
.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Walki partyjno rodzinne

W poprzednim poście zasygnalizowałem początki konfliktów jakie zaczęły się zarysowywać pomiędzy powstającymi partiami politycznymi. Początkowo niesnaski te nie przekładały się na atmosferę w rodzinach, bo przecież chłop galicyjski, "królewiak", czy prusak interesował się tylko pracą na roli, podobnie jak rodzący się wielkomiejski proletariat. Problemy zaczynały się pojawiać podczas tworzenia większych majątków. W mojej rodzinie interesy od dawna zaczynały się kłaść wielkim cieniem na stosunki rodzinne.


To zdjęcie 0672 b3, publikowane już wcześniej, i wykonane prawdopodobnie ok. 1924 r. (trudności z ustaleniem dat wynikają głównie z nieprawdopodobnego podobieństwa pomiędzy rodzeństwem i przodkami) jest ostatnim, gdzie jeszcze wspólnie z prawej strony siedzą i stoją: Trzej bracia, ten na górze jest dziadkiem ze strony mojej matki - to socjaliści i komuniści z PPS Lewicy i KPRP, wszyscy są  robotnikami łódzkich fabryk. Z lewej strony stoi legionista stryj Julian z PPS propiłsudczykowskiej, niżej siedzi jego brat, PSL-owski ziemianin z "Piasta". Na zdjęciu stryj Julian jeszcze próbuje obejmować mojego dziadka, ale już za kilkanaście lat będą do siebie strzelać z broni służbowej.









Zdjęcie 0682 c3, wykonane ok. 1924 r. staje się już hitem moich archiwów (proszę zwrócić uwagę na pochylony komin w dalekiej perspektywie). Dziadek komunista, na zdjęciu "robiący za konia", był t.zw. "czarną owcą" w rodzinie katolickiej o poglądach wybitnie narodowo - socjalistycznych i konserwatywnych. Z tych powodów często był wykluczany z rodzinnych imprez, i nawet na zdjęciu go "wycinano", jako niepotrzebny element, piszę o tym tutaj:
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/06/z-fotografia-przez-wieki-wspomnienia-i.html#comment-form



W archiwach rodzinnych znalazłem jednak zdjęcie 1154 c1, które potwierdza, że ten właśnie komuch był najbardziej lubiany przez damską część rodziny (http://anzai.blog.onet.pl/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/) i szanowany przez pozostałych za swoją pracowitość. To zdjęcie, sądząc po moim wyglądzie (siedzę u dziadka na kolanach) pochodzi z połowy 1951 r. Strzelanina pomiędzy dziadkiem i stryjem już się odbyła kilka lat wcześniej, jednak obaj się z tego wykaraskali, bo obaj "byli na służbie" i znali gen. Berlinga. Stryj znał Berlinga z walk o wyzwolenie Lwowa w 1919 r., a dziadek w walce o Berlin z 1945 r., napiszę o tym później.






Mojego dziadka ze strony ojca, endeka Stanisława, nie ma na wspólnym zdjęciu j.w., rzadko bywał w Polsce, bo jako właściciel fabryki produkującej dla wojska prowadził interesy w Rosji i w Niemczech.














Nie ma także na zdjęciu  najstarszego brata Władysława, który porzucił pracę w szkolnictwie i powrócił do wykonywanego zawodu księdza we Lwowie. Obaj bracia byli jednak w wyraźnej opozycji do frakcji rodzinnych komunistów. Neutralność wykazywał tylko legionista ... do czasu.







Sytuacja w rodzinie zaczęła się komplikować, gdy w kraju doszło do przesilenia rządowego. Mamy czerwiec 1922 r., w końcowym okresie pod rządami  Malej Konstytucji dochodzi do konfliktu między Piłsudskim a Sejmem w zakresie powoływania rządu. W czerwcu 1922 r., Piłsudski, wbrew prawicy, przyjmuje dymisję rządu Antoniego Ponikowskiego. Spór rozwija się ponieważ nie dochodzi do zatwierdzenia trzech kolejnych kandydatur na premiera. Prawie jednocześnie sejm przyjmuje ustawę z 27 lipca 1922 r. regulującą zasady wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej.

W ogólnym zamieszaniu w piątym głosowaniu wybrano Gabriela Narutowicza. Pokonany kandydat prawicy, hrabia Maurycy Zamojski reprezentuje znaczącą część przedstawicieli ówczesnej gospodarki krajowej. Prawica protestuje i demonstruje swoje niezadowolenie, pięć dni po wyborze 16 grudnia 1922 r. prezydent Narutowicz ginie w zamachu. Wydarzenie to jak i wcześniejsze przesilenie rządowe to czas niespodziewanego kryzysu gospodarczego, i politycznego.

W zadłużenie popada firma dziadka endeka, a olbrzymie straty ponosi drugi stryj ziemianin. Na ulice odradzającej się Polski wyjdą bojówki partyjne wzajemnie zwalczającej się prawicy, lewicy i socjalistów. Wśród nich pojawią się moi przodkowie ...
.