czwartek, 20 sierpnia 2015

Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach?

Niespokojną stawała się odzyskana wolna Polska. Nie udawało się znaleźć porozumienia w rządzie, na granicach trwały lokalne potyczki. Niespokojnie było także w pracy i w domach Polaków. W mojej rodzinie ośmioro rodzeństwa (w tym bohater tego bloga, mój stryj Julian) do tej pory rozjeżdżających się po kraju i Europie zaczęło się skupiać głównie w domu moich pradziadków. Kilkadziesiąt lat wstecz, ok. 1870 r., ojciec mojego pradziadka Adama wybudował mały parterowy dworek, a w głębi ogrodu postawił zabudowania gospodarcze.








Gdy jednak rodzina zaczęła się powiększać, w 1921 r. parterowy dworek został nadbudowany jednym piętrem z poddaszem, i nadano mu bardziej użytkowy styl mieszczański. To budynek w głębi ogrodu po prawej stronie zakryty drzewami, i obecnie już nieistniejący (widok po lewej stronie z 1967 r.).














Ścieżka po lewej stronie prowadziła do kordegardy, która po przebudowaniu stała się oddzielnym domem kolejnego syna pradziadka Adama stryja Włodzimierza. (zdjęcie 1296 a1 z 1967 r. - tereny na których stały oba domy już w 1958 r. zostały przeznaczone pod wielkomiejską zabudowę dlatego nie prowadzono remontów).
Z lewej strony - niewidoczne na zdjęciu - stały garaże, komórki, i słynny gołębnik dziadka Bronka. To właśnie stało się głównym zarzewiem wojny moich dwóch dziadków.













Tu należy się wyjaśnienie - prawdziwym moim dziadkiem był Stanisław (imię fikcyjne)http://anzai.blog.onet.pl/files/2013/12/700-a4.jpg ale po zakończeniu I Wojny Światowej musiał zająć się majątkami, a właściwie ich likwidacją, które były rozsiane po wszystkich zaborach. Dziadek prowadził też różne interesy związane z polityką rządu, i rzadko bywał w domu, w 1955 r. zmarł w dość dramatycznych okolicznościach, i z tych względów jego obowiązki przejął młodszy brat Julian.








Dziadek Bronek (ze strony mojej mamy), o którym pisałem w poprzednim poście, był fanem wojska. Los jednak sprawił, że większość swojego "mundurowego" życia spędził jako strażak, komendant ochrony przemysłowej, i prawdopodobnie policjant. Piszę prawdopodobnie, bo były to dość przejściowe zajęcia dziadka w okresie przed i po II Wojnie Światowej.















To pojazd służbowy dziadka Bronka (na nim ja z siostrą). Zdjęcie pochodzi z 1954 r. Jak przez mgłę pamiętam kłótnię jaką stoczyłem z siostrą o to kto miał być kierowcą. Przegrałem, bo pomimo najszczerszych chęci, ja mężczyzna, nawet na leżąco nie mogąc dosięgnąć kierownicy, musiałem ją oddać siostrze. Straszliwy dramat.














A to pojazd służbowy stryja Juliana (niestety motocykl nie przetrwał II Wojny Światowej, bo został zarekwirowany). Stryj miał swojego kierowcę adiutanta z którym objeżdżał podmiejskie posiadłości. Prawdziwym kłopotem były jednak kolejne dwa pojazdy stryja.












Ten - znany z innego postu - dość rzadko parkował w rodzinnych zabudowaniach, bo używany był w firmie stryja głównie jako samochód osobowy, jeździły nim przeważnie dwie panie, siostra stryja i jego bratanica (na zdjęciu).













Natomiast ten samochód (na stopniach siedzi mój starszy kuzyn), dwa razy większy i cięższy od poprzedniego, niszczył trawnik domowy i zostawiał głębokie ślady kół, był bezpośrednią przyczyną ciągłych kłótni pomiędzy dziadkiem Bronkiem komunistą i stryjem Julianem legionistą. Każdego dnia, w późnych godzinach popołudniowych samochodem przyjeżdżał kierowca stryja i wjeżdżał do garażu nad którym dziadek Bronek zainstalował gołębnik. Gołębiarzom nie muszę przypominać jak nieprzyjazny jest głośno pracujący, i często strzelający gaźnikiem samochód, który wjeżdża pod gołębnik. W powietrzu "pachniało spalinami i prochem" jako, że obaj panowie pełnili ważne funkcje i obaj posiadali legalną broń osobistą.




Pomimo tego antagoniści raczej z przypadku przez wiele lat dzielnie wytrzymywali kolejne prowokacje ze strony samochodu, który trzaskał wszystkimi drzwiami i klapami, chodził na najwyższych obrotach, a czasem nawet zatrąbił, i gołębi, które w rewanżu (a może i ze strachu) pstrokacizną malowały karoserię samochodu. Tragedia wydarzyła się dopiero w 1936 r., gdy dziadek Bronek został aresztowany i miał być osadzony w Berezie Kartuskiej. Ale o tym w swoim czasie, przed nami bowiem zamach majowy.
.

2 komentarze:

  1. Prognoza brzmi ponuro: areszt,więzienie i zamach. Brrr... Póki co żartobliwie skomentuję szykowne rajstopki, które prezentujecie wspólnie z siostrą dosiadając motoru. Uroczo wiją się w okolicach kolanek i kostek:))) Przeżywany męski dramat jest widoczny aż nadto bo nosek chłopca spuszczony "na kwintę" i chyba nawet słyszę dziecięce pochlipywanie:))) Błysk satysfakcji na twarzy dziewczynki wyraźny aż nadto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tam rajstopki, ważny jest mój dramat! Nijak nie mogłem okiełznać motocykla, jak się kładłem na baku to zjeżdżałem z siodełka, i leżałem jak ukrzyżowany, jak siedziałem na siodełku to do kierownicy dzieliły mnie lata świetlne. Wtedy miałem 2,5 roku, ale ten dramat zapamiętałem na całe życie.
      A dziadkowie? Więzienia nie było. Po zatrzymaniu dziadka Bronka wypuszczono na skutek interwencji stryja Juliana. To samo się powtórzyło w 1945 r., gdy stryj Julian trafił do aresztu, z którego wyciągnął go dziadek Bronek. Potem okazało się, że donosił ktoś trzeci ...

      Usuń