czwartek, 1 listopada 2018

A więc wojna!

5 maja 1939 r. W kilka dni po wystąpieniu ministra J. Becka w sejmie, gdy już nie było złudzeń, że pokoju nie da się utrzymać, stryj Julian wybrał się z prywatną misją rodzinną do Paryża, do swojej siostry, pięknej Sophie, o której pisałem w kilku wcześniejszych postach, m.in. tutaj:
https://legionypolskie.blogspot.com/2013/12/rauty-bale-kobiety-i-dyplomacja-ii-rp_13.html#comment-form





Nie wiem, czy to zdjęcie z lewej strony ma jakiś bezpośredni związek z misją stryja, ale sądząc po tym, że przeważnie spotykano się w domach rodzinnych, mogła to być jedna z restauracji paryskich (na odwrocie zdjęcia napisano: Paris 1939). Być może wówczas obmyślono misterny plan po którym Sophie "powróciła" do Polski.











Lato 1939 r. było dla bliższej i dalszej rodziny przełomem we wszystkich sprawach życiowych. Przede wszystkim zawieszona została wojna pomiędzy stryjem Julianem i dziadkiem Bronkiem. Wróg był gdzie indziej. Sporo bliskich osób (krewni i powinowaci moich dziadków) wyjechało z Polski na Zachód. Niektórzy decydowali się na emigrację dopiero, gdy po pierwszych dniach wojny sytuacja w Polsce stawała się tragiczna. Gdy w Polskim Radiu zabrzmiały historyczne słowa redaktora Zdzisława Świętochowskiego:
"... A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszystkie zagadnienia schodzą na plan dalszy ..."
ci co do końca nie wierzyli w możliwość wybuchu wojny, po wkroczeniu ZSRR na ziemie polskie próbowali przedostać się przez "zieloną granicę" do Rumunii, a stamtąd do Francji, Anglii, lub USA. Jak to robiono opisałem niżej.

To zdjęcie poniżej pochodzi z końcówki września 1939 r.
W zasadzie nie wiem kto je zrobił i jak znalazło się w moich archiwach. Na zdjęciu jednak rozpoznałem kilka osób z bliskiej mi rodziny i skojarzyłem to z ich próbami ucieczki z Polski. Aby nie zwracać na siebie uwagi w przebraniu udawano turystów, lub mieszkańców okolic, którzy mieli jakieś dokumenty uprawniające ich do wielokrotnego (np. praca) przekraczania granicy. W rzeczywistości uchodźcy zjeżdżali na południe Polski z całym majątkiem. Papiery wartościowe, złoto, itp. kosztowności skrzętnie ukrywano w podwójnych dnach walizek, toreb, a nawet w ... ciupagach.

Już od pierwszych dni wojny Niemcy z zajętych przez siebie terenów rozpoczęli grabież i wywózkę narodowych i prywatnych skarbów traktując je jak łupy wojenne. I w tym właśnie momencie na stryju Julianie spoczęła odpowiedzialność zabezpieczenia dóbr rodzinnych zgromadzonych w kilku fabrykach warszawskich i łódzkich. Postanowiono to wszystko co się da spakować i wywieźć do willi stanowiącej własność "pięknej Sofii" siostry stryja Juliana. Jak pisałem wcześniej na miejsce przechowania tych dóbr wybrano willę byłego męża Sophie majora Heinricha von ... , który po wkroczeniu wojsk niemieckich został gauleiterem i oberstem Wehrmachtu.

To zdjęcie zawsze wywoływało olbrzymią huśtawkę emocji u osób oglądających je:
Na odwrocie zdjęcia była data czerwiec 1945 r. Na zdjęciu najbliżsi krewni, a wśród nich dziadek Bronek i stryj Julian stojący obok siebie. To jest t.zw. zdjęcie ze zdjęcia, a więc prawdopodobnie nie uda się zdjęcia wyprostować, ani z cienia wyłonić twarzy stryja. Wszyscy są szczęśliwi, bo jako nieliczni przetrwali wojnę. Mama siedząca w "kucki" właśnie cało i szczęśliwie powróciła z zesłania na "roboty do Niemiec". Czwarty z lewej to wujek Henryk, który robił to zdjęcie samowyzwalaczem. Niestety nie dane mu było te zdjęcia wywołać. Kilka dni później został aresztowany przez NKWD i rozstrzelany za próbę odzyskania swojej maszyny do pisania i małej centralki telefonicznej.  

Ze zdjęciem poniższym
miałem najwięcej kłopotów. Nie zdążyłem dopytać w rodzinie, a zdjęcie zostało po ostatnim najstarszym żyjącym członku rodziny. Na zdjęciu jest aż troje bliskich osób, to wujkowie ze strony babci i oczywiście "piękna Sophie". Jest to ich ostatni pobyt w Polsce, wszyscy mieli brytyjskie paszporty dyplomatyczne i tylko dzięki temu mogli wyjechać z Polski. Zdjęcie - robione przez jakiegoś zawodowego fotografa - mogło powstać po 1948 r.. Dzięki dobrej jakości można przyjrzeć się szczegółom ubrania, jak i modzie panującej w tamtych czasach.





czwartek, 17 maja 2018

Ostatnie lata wolności 1938 - 1939

W poprzednim poście przeskoczyłem okres wojny chcąc ukazać losy najbliższych krewnych. Wracamy jednak do 1938 r., bo były to ostatnie chwile nie tylko wolnej Polski, ale i sielskiej atmosfery rodzinnej.
To przełom zimy i wiosny 1938 r. Na powyższym zdjęciu, po prawej stronie, moja mama, wówczas jeszcze 13 letnia uczennica, ze swoją młodszą o rok siostrą. Jak widać na zdjęciu tylko moja mama jest zadowolona, bo właśnie dostała nowy płaszczyk. Młodsza siostra, niestety, nosi ubrania po starszej - taki jest los dzieci mających starsze rodzeństwo. Obok nich przedmiot dziecięcego pożądania, ale i kolejnego upokorzenia, czyli typowe sanie góralskie:
20 lat później te same sanie ciągnę ja.

http://foto-anzai.blogspot.com/2017/09/zaczarowany-ogrod-czesc-3-psy-dachowce.html
To były sanie długości ok. 2,5 do 3 m. (!) podobno niezwykle przydatne w regionie górskim, ale zupełnie nie nadające się do dziecięcej zabawy w mieście. Niestety rodzice innych sanek - małych, dziecięcych, kolorowych i z krzesełkiem na wierzchu - nam nie zafundowali, więc dla całej ulicy stanowiliśmy niezłe pośmiewisko. Saniami nie dało się skręcać, a tym bardziej zawracać, na wąskich miejskich uliczkach. Trzeba było je po prostu podnieść i ustawić w pożądanym kierunku. Przewaga góralskich sań ujawniała się dopiero przy zjazdach z okolicznych górek. Nasze sanie mknęły jak torpeda, a dziecięce zabawki wywracały się po każdej najmniejszej przeszkodzie.

Stryj Julian, głęboko rozczarowany polityką sanacyjną, nadal ukrywał się zarówno przed swoimi legionowymi towarzyszami broni z PPS, jak i przed lewicującymi frakcjami partyjnymi. Tutaj:
na zdjęciu ze swoją kuzynką przed zwykłym wiejskim domem, gdzie próbował przeczekać, gdy sytuacja stawała się bardziej niebezpieczna. To nie były ani dobre, ani spokojne czasy. W domu żony stryja Eugenii dwukrotnie pojawiali się wysłannicy płk. Berlinga, który także dystansował się od ówczesnych władz. Niecierpliwie zachowywali się też byli urzędnicy kancelarii Naczelnika Piłsudskiego zaintrygowani tajną misją pułkownika, który przeprowadził sprawną kontrolę w Berezie, ale nie złożył raportu z wykonania zadania rzekomo zleconego przez Naczelnika Państwa.

Prawdopodobnie z tego powodu w wiejskim domu, w którym potajemnie przebywał stryj, pojawiała się jego dalsza rodzina. Na zdjęciu:
siedząca z lewej to moja przyszła mama. Obok kuzynki ze strony braci stryja Juliana. Zdjęcie zrobiono w czerwcu 1939 r. Wojnę przeżyją tylko dwie osoby z tego zdjęcia, trzecia osoba z rodziną ucieka do Francji, a potem do USA.

"... A lato było piękne tego roku ..." jak pisał Gałczyński (http://www.sww.w.szu.pl/index.php?id=slowo_8) To zdjęcie:
zrobiono w pięknych okolicznych lasach, w których już za kilka miesięcy będą się toczyły ciężkie walki z najeźdźcami.

"... A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety ..." (Gałczyński). Tutaj na zdjęciu:
wycieczka do pobliskiego uzdrowiska. Sielsko i anielsko. Ale jest już połowa lipca 1939 r. To zdjęcie wybrałem również dla jednego niepozornego szczegółu. W wózku dziecinnym siedzi jeden z moich przyszłych (ja urodzę się dopiero za 11 lat) kuzynów. Ten wózek "odziedziczę" po nim i jego rodzinie, którzy zginęli podczas próby ucieczki z łapanki ulicznej. Czytelnicy bloga "foto-anzai" zapewne rozpoznają ten wózek na jednym ze zdjęć tam zamieszczonych. Wózek też będzie miał swoją fascynującą historię, którą może uda mi się opisać.

Już tylko kilka dni dzieli tę uroczą sielankę na jednym z uzdrowiskowych jezior od wojennej epopei. Jest bowiem końcówka sierpnia 1939 r. To zdjęcie
też ma swoją dłuższą historię, bo oprócz siostry mojej mamy (druga z lewej strony), jest tam była narzeczona mojego przyszłego ojca - druga z prawej strony. Gdyby "motylki w brzuchu" moich rodziców pofrunęły w innym kierunku to tych wspomnień by nie było ... Zapewne Czytelnicy zastanawiają się, gdzie w tym momencie był stryj Julian. No cóż taka jest dola fotografa, który nie zawsze bierze ze sobą samowyzwalacz i statyw. Nikt zresztą - może poza stryjem - nie przewidywał, że to będą ostatnie chwile przed wybuchem najstraszliwszej w dziejach wojny. Wojny, na zawsze rozdzielającej kilkadziesiąt osób, które kiedyś żyły w jednym wspólnym dwupiętrowym domu rodzinnym.




.




sobota, 17 marca 2018

Rodzinne rozłąki, dramaty, wesela ...

1938 rok. Europa jeszcze się bawi i weseli, chociaż jest już po przyłączeniu Austrii do Niemiec i żądaniu tego samego w stosunku do Czech. Także w rodzinie zawieszono chwilowo wszelkie waśnie i kłótnie. Wyczuwane jest ogólne napięcie i oczekiwanie na kolejne wydarzenia. W rodzinie legionisty stryja Juliana nie można jednak dłużej czekać. Dwaj synowie prawie w tym samym czasie zakochali się w kobietach, które nie mogły być zaakceptowane w rodzinie. Jedna z nich to zwykła chłopka, kuzynka dziadka Bronka, inteligentna, i otwarta na świat. Druga pochodzi z bogatej rodziny, ale o żydowskich korzeniach. To spory cios dla stryja Juliana. Nie ma więc zgody na zawarcie przez nich małżeństwa.

Miłość jednak zwycięża. Obaj synowie stryja potajemnie zawierają śluby, i obaj prawie w tym samym czasie opuszczają Polskę i emigrują do W. Brytanii. Śluby zawierane w wielkiej tajemnicy przed rodziną są niezwykle skromne. Nie zdradzę kto jest kim, bo nie mam zgody rodziny. Ale warto obejrzeć te jedyne zdjęcia jakie pozostały po obu synach stryja Juliana.





Mamy więc pannę młodą, studentkę I roku medycyny, i absolwenta Wydziału Mechaniki Politechniki Lwowskiej.
Już za kilka lat on zasiądzie za sterami bojowych samolotów Supermarine Spitfire, a ona rozpocznie wykłady na Uniwersytecie Oxfordzkim. Ich dni są jednak policzone. On ginie podczas walk powietrznych, a ona w czasie kolejnego bombardowania ... pozostawiają dwoje dzieci, które adoptuje brat.
















Nieco łaskawsze są losy drugiej pary. On rozpoczyna studia na Wydziale Matematyczno Fizycznym w Cambridge, ona otwiera firmę handlową. Pojawia się jednak ostry konflikt, ponieważ brat chce pomścić śmierć brata. Gdy zostaje przyjęty do eskadry lotniczej ich małżeństwo rozpada się. Nie występują jednak o rozwód, ona zostaje z małą córeczką, oraz dwójką dzieci brata. On wyjeżdża na wojnę do Korei i ... ginie.










W Polsce tymczasem rozwija się bujne życie mojego przyszłego ojca. Tutaj na zdjęciu 5705 a1 niżej:
jest jeszcze studentem ostatniego roku na Wydziale Mechanicznym Politechniki Łódzkiej (w środkowym rzędzie stojących czwarty z prawej strony). Wśród siedzących, pierwsza z prawej strony, to prawdopodobnie dziewczyna mojego ojca. Piszę prawdopodobnie, bo urocza blondynka pojawia się jeszcze na wielu zdjęciach prawie, że rodzinnych.








Ojciec jednak coraz bardziej zauroczony jest moją przyszłą mamą z którą spotyka się po sąsiedzku. "Brunetki, blondynki", nie były jednak głównym celem dla mojego ojca. Na horyzoncie wydarzeń gromadziły się ciemne chmury i szła zawierucha wojenna, a z nią powojenne zmiany systemowe. W kategoriach uczuciowych zwyciężyła brunetka, czyli moja przyszła mama. Jednak to był dopiero początek kolejnych dramatów.








PS.
Zdjęcia są robione w warunkach amatorskich, np. na zdjęciu 5758 a1 młoda para siedzi na ławce przed wiejskim domem panny młodej. Na zdjęciu 5757 a6 młodzi w ubraniach prawie roboczych.

środa, 7 lutego 2018

Historia pewnego rodzinnego stołka i fotela




Jak wspominałem wcześniej rodzina była bardzo liczna nie tylko na wciąż dorysowywanym przez pokolenia drzewie genealogicznym, ale i w rzeczywistości. Pomimo ciężkich czasów jakie nastały po śmierci Naczelnika Piłsudskiego, rozwijającego się kryzysu ekonomicznego, oraz szalejącej sanacji, wszyscy nadal spotykali się na wspólnych rodzinnych uroczystościach. Spotykali się mimo znacznych różnic politycznych, odmiennego statusu społeczno politycznego, oraz różnych wyznań i światopoglądów. Z uwagi na wiek seniorów rodu (praprababcia 97 lat, pradziadek 82 lata) wszyscy spotykali się w głównym domu rodzinnym, gdzie rodzili się i wychowywali. I tutaj właśnie "wiekopomną" rolę odegrał niepozorny stołek widoczny na zdjęciu "1450 a1" po lewej stronie.

Stołek był t.zw. "zydelkiem" służącym między innymi do wykonywania usług szewskich w domu klienta. Większość stołków miała pod siedzeniem miejsce na podstawowe narzędzia szewskie. Taki stołek szewcy nosili przytroczony rzemieniami na plecach i wyruszali w poszukiwaniu klientów. Ten jednak stołek wykonany przez jednego z moich wujków miał kilka skrytek, w tym podwójne dno, oraz wydrążone od środka nogi. Na co dzień służył do siedzenia, jednak w pogłębiającym się kryzysie gospodarczym zmuszał rodzinę, głównie brata mojego dziadka Bronka (na zdjęciu dziadek Bronek) do dorabiania jako szewc "obwoźny". Jak pisałem wcześniej polityczna sytuacja komunisty dziadka Bronka, oraz legionisty stryja Juliana z dnia na dzień pogarszała się. Obaj mogli być każdego dnia aresztowani.





W schowkach zainstalowanych w zydelku, schowano więc trochę kosztowności, kilka "lewych" dokumentów, oraz inne niezbędne przedmioty przydatne na wypadek ucieczki. Na zdjęciu "1152" obok, widać dodatkową boczną ściankę, którą można było sprytnie wyjąć i wyłuskać spod niej potrzebne rzeczy. Wprawdzie rodzina nie jest bohaterem tego postu, a zdjęcie pochodzi z okresu późniejszego (ok. 1952 r.), już powojennego, to warto przypomnieć nieco faktów. Na zdjęciu: ciotki, bratowe, wuj, szwagierki, oraz z prawej strony dziadek Bronek. Niżej siostra mojej mamy, moja siostra, i starszy kuzyn. Ja prawdopodobnie jeszcze w pieluchach, gdzieś śpię na uboczu.







Stołek /zydelek towarzyszył nam we wszystkich ważniejszych "uroczystościach ogrodowych" i był rozpoznawalny przez wszystkich członków rodziny. Pomagał w pracach ogrodowych, domowych, służył dzieciom do zabawy, tutaj na zdjęciu obok "2756 a1", wykonanym ok. 1938 r., na zydelku siedzą kuzynki mojej mamy, na większym innym stołku szwagier mojego ojca. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczną w tamtych czasach czapkę noszoną przez wszystkich, niezależnie od wieku.











W trakcie przeglądania archiwalnych zdjęć natrafiłem na pewną perełkę historyczną. Otóż na zdjęciu "1621 a1" z prawej, wszystkim w rodzinie wydawało się, że na wiklinowym fotelu moja prababcia Marianna trzyma mnie na kolanach. Gdy jednak przyjrzałem się bliżej podpisom na odwrocie zdjęcia to okazało się, że jest to praprababcia Anna Maria ze swoim wnuczkiem, czyli moim wujem Mirkiem. No cóż, nie pierwszy to przypadek, gdy niesamowite podobieństwo pokoleniowe wprowadzało skutecznie w błąd. Zdjęcie wykonane zostało w ogrodzie jednego z domów pod Lwowem, przypuszczalnie ok. 1938 r.  
     













Oba historyczne rodzinne mebelki przetrwały wszystkie zawieruchy dziejowe, dwie wojny światowe, multum przeprowadzek, oraz kilka zawirowań rodzinnych. Wiklinowy fotel prapradziadków służył jeszcze do początku lat 70. ub.w., tutaj na zdjęciu "2851 a1". Obecnie przebywa na honorowym miejscu, czyli w rodzinnym domku letniskowym, aktualnie zarządzanym przez jednego z praprapraprawnuczków seniorki rodu Anny Marii. Nikt z dorosłych już na nim nie siada, bo fotel ostrzega straszliwym trzeszczeniem, ale o dziwo chętnie zaprzyjaźnia się z tymi, członkami rodziny, którzy jeszcze nie bardzo potrafią chodzić.





Zydelek przeszedł o wiele bardziej burzliwe losy, bo stoczono o niego ciężką rodzinną batalię. W efekcie zydelek wyemigrował po 1989 r. z rodziną mojego siostrzeńca na stałe do Francji, co także naraziło go na wielki stres w postaci demontażu na granicy. Zaskoczeni celnicy - którzy od razu odkryli skrytki -  nie mogli bowiem uwierzyć, że "takie coś" przewozi się przez granicę w luksusowym samochodzie. Zydelek został brutalnie zarekwirowany, zdemontowany, i dopiero po jakimś czasie zwrócony w częściach. Przeżył jednak i dumnie służy w podmiejskiej daczy rodziny mojego siostrzeńca.






.

czwartek, 16 listopada 2017

"Piękna Pani" z PPS, czyli Maria Juszkiewiczowa




Ten post miał się pojawić z okazji 99 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Nie zdążyłem. Ale "co się odwlecze to nie uciecze". Maria Piłsudska, de domo Koplewska, primo voto Juszkiewiczowa, secundo voto Piłsudska (ur. 1865 w Wilnie, zm. 17 sierpnia 1921 w Krakowie) – polska nauczycielka, działaczka Polskiej Partii Socjalistycznej; była pierwszą żoną Józefa Piłsudskiego. Nazywana przez otoczenie "Piękną Panią", lub "Piękną Damą" prawdopodobnie nie była zbyt fotogeniczna (zdjęcie nr 1 obok). A może takie wtedy były kryteria mody? Spróbujmy zobaczyć co może zdziałać dzisiejsza wielka chemia farmaceutyczna i chirurgia plastyczna, oraz grafika komputerowa bez użycia "Photoshopa".










Na zdjęciu nr 2 obok twarz Pani Marii wkomponowałem do współczesnego zdjęcia portretowego. Tak mogłąby wyglądać kobieta piękna, która jeszcze nie musi wspomagać się kosmetykami, makijażem, itp. utensyliami stanowiącymi nieodłączne wyposażenie dzisiejszej kobiety.












Załóżmy jednak, że Pani Maria postanowiła na policzki zalotnie wrzucić kosmyki włosów, i odpowiednimi mazidłami (przepraszam wszystkie Panie) namalować sobie nową twarz. Wykonałem więc lekką symulację: a/ fryzury, b/ podkreślenia obramowania oczu, i c/ uwydatnienia ust. To może wtglądać tak jak na zdjęciu nr 3 obok.











Teraz można zdjęcie lekko podkolorować, tak jak na zdjęciu nr 4 obok. Oczywiście można jeszcze wykonać wiele innych operacji, chociażby posługując się uproszczoną wersją "Photoshop", ale w tym akurat ćwiczeniu chodziło mi o wyobrażenie sobie jak Pani Maria mogła wyglądać "na żywo" i w kolorze. Czy to się udało?









Wątpię. Minęło przecież ponad 100 lat, gdy Marszałek Piłsudski ujrzał Piękną Panią  spacerującą na deptaku w Wilnie i sie nią zauroczył. Zmieniły się kryteria mody i postrzegania. Dzisiejszy niespełna 30-latek zapewne by się zauroczył w kobiecie ostrzyżonej na łyso z agrafkami w nosie, na wargach, i jeszcze nie wiadomo gdzie. Czy warto więc było walczyć o wolność, o taką wolność dla kobiet?


.



czwartek, 24 sierpnia 2017

Strajk chłopski z 1937 r. kolejnym etapem rozpadu państwa

W dniach od 16 do 25 sierpnia 1937 roku przez całą Polskę sanacyjną przetoczył się Wielki Strajk Chłopski, kierowany przez Stronnictwo Ludowe. Była to pierwsza polityczna manifestacja rolników. Żądano m.in.: przywrócenia chłopstwu prawa do użytkowania ziemi, oraz zapewnienia w kraju ładu, porządku i bezpieczeństwa. Pomimo tego, że do strajku nie przystąpiła PPS, i inne frakcje lewicowe, w protestach:
https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2017/08/16/80-rocznica-wielkiego-strajku-chlopskiego/#more-12992
 "...wzięło udział kilka milionów osób, głównie polskich chłopów. W czasie interwencji policji państwowej, zginęło 44 chłopów, 5 tysięcy osób aresztowano a 617 uwięziono ..." 


Bezpośrednią przyczyną strajku była tragiczna sytuacja ekonomiczna i polityczna II RP. Światowy kryzys z lat 1929-33 najmocniej jednak uderzył w polską wieś. Na zdjęciu (1754 a1) poniżej
w pierwszym rzędzie siedzi jeden z moich stryjów ze strony ojca (niestety nie mogę wskazać konkretnej osoby, bo jest to jedyne zdjęcie z posiadanych na publikację, którego wyraziła zgodę rodzina pod warunkiem zachowania anonimowości). Stryj Władysław nie należał jeszcze do PSL, bo tak samo jak stryj Julian wywodził się z grupy "Piłsudczykowców", i tak samo był rozczarowany polityką sanacyjną prowadzoną po śmierci Marszałka. Myślę, że dla stałych Czytelników nie będzie problemem zidentyfikowanie, który z trzech braci mojego dziadka zajął się polityką rolną. Zdjęcie jest niewyraźne, ale odnalazłem lepszą kopię na stronie:
http://www.psl.pl/historia/




Rozłam w obozie sanacyjnym pogłębiał się, czego skutkiem były ciągnące się podziały frakcyjne w partiach politycznych. Z kilku partii jakie działały w okresie odzyskiwania niepodległości po kilkunastu latach wyłoniło się ponad 17 partii. które zażarcie zwalczały się w sejmie i poza sejmem. Tego nie naprawił nawet majowy zamach stanu, ani przejęcie władzy (urzędu premiera) przez J. Piłsudskiego. To stało się również powodem waśni rodzinnych. Stryj Julian po udanej akcji z "odbiciem" dziadka Bronka osadzonego w Berezie, musiał usunąć się na jakiś czas z życia publicznego. Sprzedał więc mieszkanie w Warszawie i kupił działkę pod Łodzią, gdzie wybudował mały pięcioizbowy piętrowy domek (zdjęcie 1197 a1 z lewej strony).
















W tej niepozornej posiadłości zamieszkiwał z Eugenią (zdjęcie 1198 a2 z prawej strony)  aż do wybuchu II wojny światowej. Aby zatrzeć za sobą ślady wyznaczył zarządcę dla swoich małych zakładów produkcyjnych i uruchomił objazdowy serwis naprawczy maszyn rolniczych.


















I teraz mam małą zagadkę dla Czytelników. Na zdjęciu 3233 a1 poniżej

przedstawiam podręczny warsztat inżyniera mechanika (oczywiście nie ma tu tablic kreślarskich z osprzętem, bo "przepadły" w kolejnych przeprowadzkach), ale są za to przybory za pomocą których wykonywano podręczne rysunki i obliczenia. Czy państwo wiecie do czego służyły te przedmioty? Nadmieniam, że równie sprawnie posługiwali się nimi pozostali trzej bracia, o których będzie w kolejnym poście.
.

czwartek, 16 lutego 2017

Walka o władzę. Sanacja

Śmierć Piłsudskiego aczkolwiek nie była zaskoczeniem, bo Marszałek chorował już od kilku lat, to jednak zaostrzyła konflikty wewnątrz obozu rządzącej Polską sanacji. Zmieniła się także sytuacja w rodzinie stryja Juliana.




To zdjęcie obok, zaaranżowane przez propagandowe media nazistowskich Niemiec, zostało opublikowane w jednej z niemieckich gazet, a następnie jako wycinek "życzliwi" przysłali je do Polski. Na zdjęciu w drugim rzędzie za Hitlerem siedział mąż pięknej Sofii, o której pisałem wcześniej. To spowodowało kolejną jeszcze ostrzejszą reakcję nestorki rodu i w efekcie siostra stryja Juliana, Sofia została wydziedziczona stosownymi aktami notarialnymi, tracąc m.in. wspaniałą willę na rzecz mojego dziadka. Poniżej to samo zdjęcie w kolorach.

Pobrano ze strony: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/05/12/internet-klamie-hitler-wcale-nie-plakal-po-pilsudskim/







Od chwili wycofania się Piłsudskiego z czynnego życia, główne siły polityczne skupiły się wokół dwóch nieformalnych ośrodków władzy czyli: 1/ Walerego Sławka, który pełnił funkcję przywódcy BBWR, stał na czele Żołnierzy Legionowych, a także był bardzo bliskim współpracownikiem J. Piłsudskiego, wyznaczonym na przyszłego prezydenta Polski., oraz














2/ Prezydenta Ignacego Mościckiego, który z najwyższej władzy w kraju nie chciał zrezygnować. Gdzie dwóch się bije tam pojawia się ... trzeci, którym był gen. Edward Rydz - Śmigły.










Nie wnikając bliżej w rozgrywki personalne na najwyższych szczytach władzy -  których nawet nie rozstrzygnęły wrześniowe wybory parlamentarne wygrane przez obóz sanacyjny - można stwierdzić, że właściwie sytuacja polityczna nie uległa zmianie. Wprawdzie po wygranych wyborach W. Sławek zażądał od Mościckiego oddania władzy, ten jednak odmówił. W proteście Sławek rozwiązał BBWR pozbawiając się tym samym poparcia organizacji Żołnierzy Legionowych i w efekcie stracił wysoką pozycję na scenie politycznej. W tej sytuacji powstały dwa nowe obozy - tzw. "grupa zamkowa" stanowiąca otoczenie prezydenta Mościckiego oraz tzw. "grupa GISZ", głównie wojskowi skupieni wokół Głównego Inspektora Sił Zbrojnych gen. Rydza - Śmigłego.







Na szczytach władzy wrzało, jednak na zewnątrz rząd nadal prezentował całkowitą beztroskę wobec nadciągających wydarzeń w sferze ekonomicznej i militarnej. Sanacja bawiła się na balach i rautach. Nie wiem czemu akurat to zdjęcie
znalazło się na zaszczytnym miejscu wśród pamiątek stryja (wklejone do osobistego albumu), być może stryj znał te osoby? A może dlatego, że sam figurował na tym zdjęciu w lewym górnym rogu? Być może odpowiedź znajduje się na odwrocie zdjęcia, ale wcześniejsze próby odklejenia innych zdjęć zawsze kończyły się zdarciem miejsc klejenia. Nie będę więc próbował.


Gdy na salonach "warszawki" odbywały się huczne imprezy to w tym samym czasie w Krakowie i Lwowie protestujący domagali się poprawy warunków bytowania oraz podwyżek płac. W Warszawie lały się strumienie szampana, a poza stolicą lała się krew strajkujących i manifestujących.


21-23 marca 1936 roku – trwał strajk okupacyjny w Krakowie. Główną przyczyną strajków był panujący kryzys ekonomiczny oraz bieda. Protestujący domagali poprawy warunków bytowanie oraz podwyżek płac. Policja krwawo stłumiła strajk, w wyniku czego śmierć poniosło 8 robotników, w tym 1 kobieta, 20 zostało rannych, 40 osób trafiło do aresztu, a 26 policjantów zostało rannych.


14-16 kwietnia 1936 roku − we Lwowie odbyły się antyrządowe zamieszki, które miały podłoże ekonomiczne i były związane z utrzymującym się wysokim bezrobociem oraz narastającym ubóstwem. Zdarzenia miały początek w demonstracjach bezrobotnych, a iskrą przyczyniającą się do wybuchu zamieszek była śmierć jednego z demonstrantów. Zamieszki zostały krwawo stłumione przez autorytarne władze sanacyjne, zależnie od źródeł zginęło od 19 do 49 osób, 300 było rannych, a kilkuset aresztowano.

Cytowane wyżej materiały (teksty pisane zielonym pochyłym drukiem i zdjęcia z Krakowa i Lwowa) zostały pobrane ze strony:
https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/tag/sanacja/
Władza krwawo tłumiąca strajki i manifestacje dziarsko zmierzała w kierunku totalnej kompromitacji w myśl zasady "pycha kroczy przed upadkiem".
.

sobota, 3 grudnia 2016

Polska po śmierci Marszałka Piłsudskiego

Jak wspominałem wcześniej rok 1934 zapowiadał wielkie zmiany w polityce polskiej, i te zmiany nadeszły. Niedomagający i złożony chorobą Naczelnik (poniżej na zdjęciu z uroczystości rocznicy zwycięstwa pod Wiedniem):
nie panował już od dawna nad całością spraw państwowych zdając się całkowicie na swoich najbliższych współpracowników. W tych warunkach Polska zaczęła raźniej zmierzać w stronę odradzających się nacjonalizmów.


W 1934 r. lokalne wybory w Łodzi przegrała lewica,
http://www.siemysli.info.ke/lodz-lewica-w-magistracie-1918-1939/
dotychczas stanowiąca najwiekszą siłę polityczną. To zaowocowało słynnym przemarszem zwolenników obozu narodowego.


Pobrano ze strony: http://www.nacjonalista.pl/2014/08/21/krzysztof-kubacki-z-historii-ruchu-narodowego-wybory-lokalne-w-lodzi-1934/



Prawdziwie brunatna Łódź zaczęła wyłaniać się w atmosferze skandali politycznych toczących się wokół ONR-u.
To historyczne zdjęcie powyżej, wydawane także w formie pocztówek, pochodzi z manifestacji ONR na głównej ulicy Piotrkowskiej (n.b. w tle moje byłe miejsce pracy, jeden z urzędów PRL). W tych warunkach nie było już wątpliwości w jakim kierunku potoczy się dalsza polityka krajowa i zagraniczna.


12 maja 1935 r., a więc w niecałe 2 tygodnie po opisanej wcześniej ostatniej misji wojskowej stryja Juliana, zmarł Józef Piłsudski. Wydarzenie to wstrząsnęło rodziną głównie z powodów problemów na jakie mógł być narażony stryj Julian, który nie do końca legalnie wywiózł dziadka Bronka z Berezy Kartuskiej. Odbyła się więc kolejna narada rodzinna podczas której ustalono, że oficjalną wersją będzie ta, iż dziadka Bronka wyciągnął z aresztu porucznik X, będący stałym bywalcem rodzinnego domu rodziców stryja Juliana. Nie było to łatwe czemu dowodzi poniższe zdjęcie z 1969 r.
Zdjęcie jest wirtualne, bo złożone z trzech innych. Niestety w latach 60 ub.w. nie wpadłem na pomysł jak wykonać proste zdjęcie, które fotografuje "do tyłu", bo pod kątem prawie 210 st. Oba domy stoją na miejscu dawnych drewnianych dworków jakie po upadku Powstania Listopadowego wspólnym sumptem postawili moi prapradziadkowie zmuszeni do ucieczki z Galicji. Pod koniec XIX wieku w domu z prawej strony (prawdopodobnie już przerobionym na murowaną miejską zabudowę) mieszkał pradziadek Adam Rawicz z "Iksińskich" ze swoimi 3 synami i 4 córkami. Czwarty syn, rozbudował dworek (wcześniej będący kordegardą) z lewej strony.


Od 1836 r. do końca 1970 r. w obu tych domach zmieniło się wiele. Przede wszystkim jednak na skutek kryzysu światowego domy mieszkalne stały się miejscami pracy. Osią sporu była konna firma przewozowa stryja Juliana i warsztat naprawczy samochodów drugiego stryja Tadeusza. Pomiędzy nimi stał dziadek Bronek, który swoją ciężką pracą zaskarbił sobie przychylność ordynatki rodzinnej, jaką była praprababcia Anna Maria. W dobie kryzysu nie było miejsca na sentymenty. Jak już wcześniej wspominałem czterej bracia to cztery odrębne i wrogie sobie partie polityczne, stryjowie różnili się także wcześniejszą przynależnością wojskową, łączył ich jednak głęboki patriotyzm. W mieszkaniu u każdego z nich na ścianie obok krzyża wisiał portret Naczelnika Państwa ...

.

piątek, 11 listopada 2016

Czy 11 Listopada był ważnym świętem w II RP?

Józef Piłsudski pytany o to: "Czy 11 Listopada był dla niego najważniejszym dniem w życiu?" odpowiedział, że był to miły dzień, ale ważniejsze były inne. Nigdy jednak nie ujawnił o jakie wydarzenia chodziło. Wiadomo, że co roku spotykał się ze swoimi żołnierzami I i III  Brygady, i wiadomo, że wspominano wtedy bitwę  pod Kostiuchnówką:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Kostiuchn%C3%B3wk%C4%85
oraz "Kryzys przysięgowy"
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys_przysi%C4%99gowy
Być może z tych powodów, oraz niewyjaśnionych do końca przyczyn poprzedzających zwolnienie Piłsudskiego z Magdeburga, 11 Listopada przez cały okres życia Piłsudskiego był tylko rocznicą jednego z wielu wydarzeń.


Po raz pierwszy rocznicę 11 Listopada zaczęto obchodzić w Polsce od 1937 r. po uchwaleniu tego dnia świętem państwowym:
http://www.stefczyk.info/publicystyka/historia/11-listopada-od-1937-r-swietem-panstwowym,5862536403
Jak obchodzono to święto wcześniej można poczytać np. tutaj:
http://www.rmf24.pl/kultura/news-jak-kiedys-swietowano-11-listopada-czuc-bylo-nastroj-euforii,nId,1055184
A jak uroczystości te odbywały się w rodzinach bohaterów mojego poprzedniego postu? Niestety wyglądało to bardzo podobnie do tego co obserwujemy dzisiaj.







Jest rok 1970. Dom w głębi na zdjęciu obok (na pierwszym planie moje popisy skakania na jednej ręce) to rozbudowywany czterorodzinny drewniany dworek z połowy XIX w. W latach międzywojennych na piętrze mieszkał dziadek Bronek, parter zajmowali moi stryjowie Władysław i od 1933 r. Julian. W kordegardzie do której prowadziła druga wybrukowana ścieżka z lewej strony mieszkał kolejny stryj Józef. W zasadzie wszyscy, pomimo znacznych różnic w kwestii pochodzenia, przynależności politycznej i posiadania, byli socjalistami. Na pochód 1 Maja zawsze chodził dziadek Bronek, a 11 Listopada stryj Julian w galowym mundurze uczestniczył w skromnych paradach wojskowych. Obaj panowie tolerowali się nawzajem, ale te dwa święta były zawsze źródłem niepokojów rodzinnych.  










Po wydarzeniach, które opisałem w poprzednim poście sytuacja rodzinna skomplikowała się jeszcze bardziej. Wprawdzie dziadek Bronek uniknął "resocjalizacji" w Berezie Kartuskiej, ale akcja jaką przeprowadził stryj Julian musiała być utrzymywana w najgłębszej tajemnicy. Ten stan wrogości, zainicjowany fałszywym oskarżeniem stryja Juliana o donos, trwał aż do końca 1956 r., gdy polityczne zmiany umożliwiły skłóconym rodzinom pogodzenie się. W 1959 r. do komunii przystępuje moja siostra, to okazja do pogodzenia się. Na zdjęciu poniżej czwarty z lewej to legionista stryj Julian, pierwszy z prawej komunista dziadek Bronek.
To nie jest tylko pozowanie do zdjęcia. Panowie już wiedzą o sobie wszystko i chętnie o tym rozmawiają. I w zasadzie nikt by nie pomyślał, że jeszcze kilka lat temu strzelali do siebie z broni służbowej. Nadal jednak 1 Maja w pochodzie maszeruje dziadek Bronek, a 11 Listopada wszyscy wspólnie słuchają pieśni legionowych, i nadal w rodzinie przy wspólnym stole wigilijnym zasiadają; księża, PZPR-owcy, SB-ek, legionista, i bezpartyjni. Dziwne są losy narodu polskiego.
.

piątek, 21 października 2016

Ostatnia misja wojskowa stryja Juliana. Maj 1935 r.

Gdyby można było przewidywać przyszłość to zapewne polityczne wydarzenia roku 1934 powinny sygnalizować nadchodzące niespokojne czasy. I tak (według Wikipedii):
18 marca – przeprowadzono masowe aresztowania działaczy Ruchu Młodych SN.
14 kwietnia – podpisanie deklaracji Obozu Narodowo-Radykalnego w gmachu Politechniki Warszawskiej.
12 maja – zarządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych zalecające rozwiązywanie kół i oddziałów ONR-u.
29 maja – bojówka ONR ostrzelała lokal Komitetu Dzielnicowego PPS na Woli w Warszawie, raniąc 7 osób, napad doprowadził do akcji odwetowych młodzieży socjalistycznej na lokale ONR w dzielnicach robotniczych.
15 czerwca – zamordowanie ministra spraw wewnętrznych Pierackiego przez ukraińskich nacjonalistów, co stało się pretekstem do rozprawy z ONR. Władze sanacyjne aresztowały m.in. Bolesława Piaseckiego.
6 lipca – osadzenie czołowych działaczy ONR w obozie w Berezie Kartuskiej.
12 lipca – utworzono obóz w Berezie Kartuskiej.
O Berezie Kartuskiej można poczytać tutaj:http://wyborcza.pl/1,76842,5134208.html



Przedwojenne pochody pierwszomajowe opisywałem już wcześniej, np. tutaj:http://legionypolskie.blogspot.com/2015/07/pochody-zamieszki-demonstracje.html#comment-form Nie wspominałem jednak, że uczestnicy pochodu, głównie robotnicy zrzeszeni w kilku partiach lewicowych (socjaliści, komuniści, ludowcy) w pochodach szli z pieśniami religijnymi na ustach, i śpiewali:
"... Boże, coś Polskę", a chwilę później "Czerwony sztandar". W pochodach pierwszomajowych maszerujący i domagający się sprawiedliwości robotnicy byli ludźmi religijnymi. Były to osoby wierzące, praktykujące, pobożne, które należały do organizacji okołokościelnych, rozmaitych stowarzyszeń, i do których po kolędzie chodził ksiądz. To dlatego szli na manifestacje lub organizowali popularne 1 maja strajki używając symboli religijnych ..."
http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,20007361,1-maja-dawne-robotnicze-pochody-z-religijnymi-symbolami.html

Powyższe zdjęcie dotyczy akurat uroczystości związanych z 3 Maja, ale oddaje ogólną atmosferę ówczesnych pochodów.







1 Maja 1935 r. dziadek Bronek (na zdjęciu stoi z prawej), tak jak zwykle, odświętnie ubrany wyszedł na pochód pierwszomajowy. Stryj Julian (na zdjęciu stoi z lewej) w tym samym czasie krzątał się wokół samochodu, którym, jak zwykle, zamierzał pojechać na majówkę, zabierając ze sobą sporą gromadkę dzieci. Panowie, także jak zwykle, udali, że się nie widzą. Niestety dalej już nie było - jak zwykle. Stryj Julian, PPS-owiec, ale od zamachu majowego już nie proPiłsudczykowski, przyjechał do domu na obiad, jednak z pochodu nie wrócił dziadek Bronek komunista. Minęło parę godzin, i w domu babci pojawiła się policja z nakazem przeszukania mieszkania.







Okazało się, że dziadek Bronek został aresztowany podczas agitacji politycznej, bo ktoś doniósł wcześniej, że jest aktywnym propagandzistą. Podejrzenia o donosicielstwo padły na stryja Juliana. Na zwołanej naprędce naradzie rodzinnej postanowiono, że stryj Julian za wszelką cenę (nawet degradacji!) musi wyciągnąć dziadka Bronka, zanim ten zostanie przewieziony i na stałe osadzony w Berezie Kartuskiej. Nie było to jednak łatwe nawet dla b. rotmistrza legionisty, aktualnie ppłk. w stanie spoczynku. I tak zaczęła się wielka misja stryja Juliana.





Już 2 maja stryj Julian, ubrany w mundur galowy obwieszony wszelkimi możliwymi odznaczeniami bojowymi z których najważniejsze to "Virtuti Militari" (zaświadczenie obok) pojawił się u swojego dobrego znajomego podpułkownika ze starszeństwem Berlinga, który niedawno awansował na stanowisko zastępcy dowódcy 6 Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. W krótkich żołnierskich słowach wyjaśnił, że przybywa z poufną misją od Piłsudskiego, któremu zależy na dyskretnym wyciągnięciu z Berezy dalszego członka rodziny. Na dowód ważności tajnej misji stryj okazał kilka listów polecających podpisanych "in blanco" przez marszałka, którymi miał się posłużyć, gdyby zaszła taka potrzeba.







Z orderami stryja, a głównie tym najważniejszym po lewej, wiążą się pewne anegdoty - w jednej z nich jako 3-4 letni brzdąc, bawiąc się medalami i orderami stryja, potajemnie ukradłem ten najładniejszy, i to z całym "oprzyrządowaniem" (szarfa, miniaturka, pudełko, zaświadczenie). Mój zuchwały czyn wzbudził powszechną sensację w rodzinie, ale nie dlatego, że ukradłem, tylko, że nie chciałem łupu oddać, czym sobie zaskarbiłem dozgonną wdzięczność stryja. :-) Ale, czyż nie można mnie rozgrzeszyć, gdy widziałem takie błyszczące cudo jak obok?








Wracamy jednak do misji stryja. Berling, szwagier wojewody poleskiego, nadzorującego m.in. działalność więzienia w Berezie, zrozumiał delikatną sytuację i wyposażył stryja w stosowne dokumenty, przydzielając obstawę z samochodem i uprzedzając naczelnika więzienia w Berezie o poufnej misji. Dalej potoczyło się prawie tak samo jak w słynnym filmie "Pułkownik Kwiatkowski". Konwój ruszył z powrotem i dotarł do Berezy Kartuskiej. Stryjowi sprzyjało szczęście, bo znał osobiście wszystkich zarządzających Berezą. Zagrał więc "va banque" i po przejrzeniu akt (a wiadomo, że agenci wywiadu nie ujawniali kogo szukają stryj, dla niepoznaki, zażądał kilkunastu teczek) stwierdził, że jednak nie ma podstaw do interwencji, bo osadzenie jest prawidłowe.


Panowie pułkownicy wypili więc "wsiadanego", ale w tym momencie kierowca stryja porucznik "X" wspomniał, że skoro wśród osadzonych jest jego dobry znajomy, były agent (nb. to był niczego nie przeczuwający dziadek Bronek) to może, aby "nie wracać z pustymi rękoma" ...  Panowie pułkownicy stwierdzili, że ponieważ jest poręczenie oficera, to oni nie widzą nic przeciw, potem jeszcze raz wypili, tym razem "strzemiennego", i w ten sposób dziadek Bronek powrócił na łono rodziny, będąc przekonanym, że przypadkowo pomógł mu znajomy porucznik "X". To jednak było dopiero początkiem konfliktu, który - z udziałem dokładnie tych samych aktorów - zakończył się dopiero w kilka lat po II Wojnie Światowej. Ale o tym w odpowiednim czasie.
.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Wielki kryzys światowy lat 1920/30 i jeszcze większy kryzys rodzinny. Historia jednego zdjęcia.





W wyniku wielkich kryzysów ekonomicznych jakie od początków lat 20 ub.w. nękały Polskę, ale i w znacznie większym stopniu Europę i Świat, zmieniły się także relacje w mojej rodzinie. Jak już wspominałem wcześniej kryzys nie dotknął wszystkich równomiernie, ci co nie mieli nic poza rękami do ciężkiej pracy, nie stracili wiele. Na skutek inflacji ich płace miesięczne stawały się tygodniówkami, a potem dniówkami. To też nie dawało bezpieczeństwa, bo np. za chleb kupiony rano, wieczorem już płaciło się wielokrotnie więcej. Najwięcej tracili rzemieślnicy, przedsiębiorcy i średnia klasa do jakiej częściowo należała moja rodzina.    
http://www.wkuwanko.pl/ekonomia/ekonomia-wielki-kryzys-gospodarczy-w-latach-1929---1935_14_224.html


Jedną z największych przegranych kryzysu była najstarsza z sióstr mojej babci ciotka Zofia (na zdjęciu  poniżej stoi z prawej strony).







O kurierkach/łączniczkach (zdjęcie z lewej) tworzącego się rządu II Rzeczypospolitej pisałem m.in. w poście ze stycznia 2015 r.:
http://legionypolskie.blogspot.com/2014/01/dyplomacja-ii-rp-cz-3.html#comment-form
Po zakończeniu swojej misji dyplomatycznej Zofia cyt.: "... Sophie, bo tak kazała się nazywać, już w 1916 r. wyszła za mąż za legionistę. Major Henryk von ... po kryzysie przysięgowym stał się jednak wysokim oficerem Polnische Wehrmacht Heinrichem von ... i jako taki nie mógł być zaakceptowany przez rodzinę Zofii. Zofia z mężem zamieszkała więc w Berlinie, jednak znacznie częściej, samotna Zofia wydziedziczona i wyklęta przez rodzinę, przebywała w uroczej willi męża ..."




Po latach okazało się, że Sophie, z wykształcenia mgr ekonomii, została mianowana na wysokie stanowisko w jednej z wielkopolskich filii Deutsche Banku, a później, ok. 1924 r., awansowała na podobne stanowisko w tworzącym się Banku Spółdzielczym w Polsce. O Sophie w rodzinie nie mówiło się wiele, stąd dopiero ok. 1989 r., niejako w spadku, dotarły do mnie pamiątki (listy, dokumenty, zdjęcia, itp) dalszej rodziny Sophie, głównie pisane w j. niemieckim, i zgromadzone w trzech gustownych, a nawet szykownych jak na tamte czasy teczkach.  


To zdjęcie poniższe (a właściwie "zdjęcie zdjęcia", które skopiował mój ojciec w latach 1960):

od 1989 r. przekładałem wielokrotnie wśród innych zdjęć nie bardzo wiedząc kogo dotyczy. Nie pasowało wymiarami do innych (było 1,5 raza większe od pocztówek) i wtedy, t.j. prawie 30 lat temu, nie bardzo wiedziałem dlaczego znalazło się w archiwach rodzinnych. Dopiero w 2013 r. zakładając tego bloga, przyjrzałem się bliżej wszystkim twarzom i oczywiście! Wśród akcjonariuszy Banku Spółdzielczego zebranych na balu Banku Gospodarstwa Krajowego w pałacu Potockich w Warszawie – 1928 roku ujrzałem ciotkę Sophię! Przyjemność odnalezienia jej na zdjęciu - ale nieco innym, tym poniższym - pozostawiam Czytelnikom. Teraz wystarczyło tylko zapytać wujka Google i w ten sposób dotarłem do oryginalnego zdjęcia. To jest to poniżej:



pobrano ze strony:   http://www.bankowosc-spoldzielcza.eu/rozw%C3%B3j-instytucji-finansowych/polska/xx-mi%C4%99dzywojenne/


Ciotka Sophie nie była jednak jedynym wyjątkiem nie pasującym do rodziny. Całkowitą zagadką był mój dziadek ze strony ojca, o którym nawet niewiele wiedziała jego żona, oraz jego bracia, Julian, i Władysław wyróżniający się pozorną przynależnością do ówczesnych elit, nazywanych "teczkowymi". Teczki, takie jak na poniższych zdjęciach, dostawali wszyscy prezesi państwowych firm w momencie powoływania ich przez ministra, premiera, lub prezydenta. Zestaw teczek ciotki Sophie to: a/ największa z wytłaczanej skóry, przeznaczona do najważniejszych dokumentów,

b/ osobista, pokryta cieniutką wytłaczaną skórką cielęcą, do korespondencji własnej,

i c/ zwykła urzędowa oklejona tłoczonym papierem - to ta ciemnoszara z nadrukiem Deutsche Bank.  


Jak wspominałem wcześniej w rodzinnym drewnianym dworku moich pradziadków, rozbudowywanym wielokrotnie na przełomie XIX i XX wieku mieszkała, a potem zbierała się cała rodzina. Gdy jednak kolejne pokolenia założyły swoje rodziny, okazało się, iż różnią się one wyznaniem, światopoglądem, przynależnością partyjną, statusem społecznym, itp., właściwościami na tyle, iż niemożliwym było utrzymanie atmosfery sprzed lat. Konflikty narastały z różnych powodów. Przełom nastąpił 1 maja 1935 r. w chwili aresztowania dziadka Marcina, zagorzałego komunisty. I o tym będzie następny post.


-----------------------------
Dodatek

W związku z sympatycznym komentarzem Pani Marii K poniżej przedstawiam wnętrze "tajemniczej" skórzanej teczki.

Jak widać wnętrze jest zachowane w stanie o wiele lepszym niż zewnętrzna oprawa. Poszczególne przegródki są oklejone wyciskanym i tłoczonym złotymi wzorami materiałem. Jak naliczyłem teczka ma 11 ukrytych schowków, z czego jeden - chyba nieużywany, ach ta ciotka, nie mogła coś wsunąć! - odkryłem dopiero kilkanaście dni temu.


.